Czas na poezję: MAŁGORZATA MITTELSTADT

***
modernistycznie
z zalotną gracją
wydłużam rzęsy
jak oddech
niech żyją chwilką
będą mogły
mnie wesprzeć
zatrzepotać figlarnie
od twoich
komplementów
***
nie ma czego wyjaśniać
chwile opadły z nas
jak przejrzałe jabłka
z ugiętej jabłoni
nie żałuję ich
niczego nie żałuję
czy ty wiesz że wszystko
o czym wtedy milczeliśmy
to mogła być miłość?
***
ziemia jest domem wariatów
będąc wariatem dobrze jest mieć dom
zwykle wariata nikt nie chce udomowić
oddaje się go w „dobre ręce”
wariat nigdy nikogo nie oddaje
czuje tylko jak to jest boleśnie
wewnętrznie się znieczłowieczyć
list
chcę powierzyć ci
mój mroczny sekret
kiedyś modliłam się
o odwagę
by nie odchodzić
zbyt daleko
bez pożegnań
kiedy woła mnie intro
i krzyczy we mnie
cholernym wiecznym
brakiem
staję w drzwiach
i nagle znikam
jak ojciec
który nigdy nie był mój
ktoś obcy
nie wiń siebie
mnie nie ratuj
fraktalna
przestałam liczyć porażki
regularnie nieobecna jestem
w kącie prostym i pustym pokoju
bardziej w nieładzie sobie jestem bliższa
niepoliczalna trochę nawet fraktalna
moje myśli wiedzą jak zatoczyć krąg
w którym rzadko bywam środkiem
***
nie spodziewałam się siebie dzisiaj
ale oto jestem niespodziewanie
najlepsza jestem w stanie skupienia
skupiam się wokół tematów
ciągle niewyczerpanych
chociaż to one wyczerpują mnie
naruszam przez to
oszczędności spokoju
gromadzone z trudem
dobrze że nie jestem zrzeszona
nie kochanka ani nie żona
z chmur zeszłam po trawie stąpam
niech mówią o mnie wariatka






