CZYRSKA: Nadchodzi Wielkanoc

Nadchodzi Wielkanoc, a więc zaraz będą wakacje. Z definicji wakacje to czas wypoczynku – wyjazdu, podczas którego paradoksalnie często pracuje się intensywniej niż na co dzień. Mówi się jednak, że wakacje po prostu się należą.
U mnie wakacje trwają jakby bez przerwy, a przynajmniej z zewnątrz może to tak wyglądać. Dziś odwiedzi mnie kuzynka z mężem. W domu pachnie jedzeniem, czuć wiosnę. Ktoś znajomy jest w Indonezji i jedzie metrem, przypominającym poczekalnię u lekarza. Świat istnieje jednocześnie daleko i bardzo blisko.
Ale ja dziś wyszłam tylko wyrzucić śmieci. Zobaczył mnie sąsiad i zagadał. Rozmawialiśmy chwilę o różnych sprawach, kiedy podeszła sąsiadka i wręczyła mi niespodziewany list od poety. Takie listy wydają się zawsze ważne. W czasach, w których komunikacja jest szybka i powierzchowna, prawdziwe słowo staje się darem. Czymś, co nas choćby na chwilę zatrzymuje.
Kiedyś nienawidziłam w sobie tej wrażliwości. Wydawała mi się przeszkodą, czymś, co utrudnia życie, zamiast je porządkować. Patrzyłam na znajome, które wychodziły za mąż i miały dzieci. Ja zaś w zderzeniu z nimi stałam w miejscu. Wracało jedno pytanie: Co jest ze mną nie tak?
Gdy szukałam odpowiedzi, przez jakiś czas chodziłam na spotkania do neokatechumenatu. Weszłam w świat ludzi wierzących, w jakimś sensie uporządkowanych i pewnych. Wydawało się, jakby znali receptę na życie. Wierzyłam, że jeśli będę blisko nich, poczuję Boga. Tak to sobie wyobrażałam. Że coś we mnie się otworzy.
Nic się jednak nie zmieniło i nadal zmagam się z nerwicą lękową. Pamiętam, jak bałam się wychodzić sama z domu, jakby świat na zewnątrz był zaprzeczeniem wszystkiego, czego próbowałam się nauczyć. Rozmowy z bliskimi potrafiły mnie uspokoić, ale nie usuwały tego, co najważniejsze – poczucia, że nigdzie nie pasuję. Że stoję obok.
Nie potrafiłam przyjąć rzeczywistości bez zastrzeżeń. Nie umiałam przestać pytać. Z czasem zaczęłam widzieć w tym coś więcej niż tylko wiarę. Zobaczyłam potrzebę nadania sensu porażkom, oswojenia ich, zamknięcia w opowieści, która daje ukojenie. Rozumiałam tę potrzebę i sama jej doświadczałam. Ale nie potrafiłam już uwierzyć, że istnieje jeden język, który wszystko wyjaśnia. Szukałam dalej. Ludzi, relacji, miejsc, w których można się zatrzymać choć na chwilę.
Miałam szczęśliwe dzieciństwo – nieidealne, ale dobre. A jednak, jak wszyscy, chcę zostawić po sobie ślad. Chcę, żeby ktoś o mnie pamiętał. I coraz częściej myślę, że może to nie o ślad chodzi, tylko o bycie naprawdę widzianą i akceptowaną.
Kim jest dla mnie Bóg? Jako dziecko wierzyłam w Jego obecność bez wątpliwości. To było proste. Dziś ta prostota gdzieś się rozmyła. Czasem wydaje mi się, że łatwiej byłoby wierzyć, gdyby życie było bardziej poukładane. Gdybym miała męża, dom i poczucie stabilizacji. Jednak spotykam mężczyzn, których kocham, ale którzy sami są nieszczęśliwi. To się nie udaje, bo nie można zbudować bliskości na braku gotowości.
Zmieniłam się, z czego zdaję sobie sprawę. Kiedyś byłam dawcą miłości i wierzyłam, że to wystarczy. Dziś uczę się czegoś trudniejszego. Staram się ją przyjmować.
ANNA CZYRSKA






