Czas na poezję: LESZEK WÓJCIK

Fot. Mariusz Pajączkowski MP Foto. Na zdjęciu Leszek Wójcik.

Trudno

Trudno żyć w miejscu
skażonym nadmiarem historii
w bolesnym rozkroku
między rzymskim prawem
i mongolskim barbarzyństwem
zawsze gdzieś na skraju
między ogniem i mieczem
gdzie ginąć jest łatwiej niż żyć
z białą naiwnością
i czerwoną fantazją
w ciekawych czasach
na wiecznym zesłaniu
poza normalność

 

Zabawa w wojnę

Kiedy byłem chłopcem
lubiłem bawić się żołnierzykami
ołowiani odpierali ataki plastikowych
bronili się w twierdzach drewnianych klocków
przegrywali liczebnie chociaż byli twardsi

Wyczerpała się amunicja dzieciństwa
czas dorósł i stał się mniej zabawny
politycy o ołowianych głowach
bawią się nami w wojny
nie ma przed nimi żadnej obrony

 

Rodzina

Olena jest tutaj
jej rodzina tam
tam i tutaj to dwa różne kosmosy
oddzielone czarną dziurą wojny

Nad Czernichowem zapala się łuna
niesie się przez stepy i pola
pierwszy wybuch budzi serce
Olena wstaje przed świtem
chwyta smartfon jak magiczną kulę
żeby ujrzeć w nim jedno słowo
żyjemy

 

Pobudka

Zasypiałem w bezpiecznym miejscu Europy
kiedy spałem ktoś zamienił świat na gorszy
obrócił klepsydrę Ziemi do góry nogami
wyciągnął z zakurzonych regałów
zaklęcia z mrocznych czasów

Mordowane miasta i gwałcone wsie
wróciły w transmisjach na żywo
strzelnice ulic w twierdzach osiedli
bezpłodne pola obsiane minami
pogoda z codziennym deszczem pocisków

Nic nie jest dane na zawsze
historia może zapukać do drzwi
każe spakować życie w niewielki tobołek
uciekać od ludzi zamienionych w bestie

 

Noc spadających gwiazd

Mariana ma jeszcze w oczach
trzynaście lat zabawy
gdy pokój był tak oczywisty
jak niebo i łany słoneczników

Nie obchodzi jej polityka
tylko siwe kłęby strachu
spod gąsienic rosyjskiego czołgu
i zmiażdżony samochód dziadka

Mariana boi się patrzeć w niebo
zamiast gwiazd nocą spada śmierć
błyskiem i hukiem zabija marzenia
zapuszcza korzenie i rośnie

To co że wojna trzeba jakoś żyć
ogrzać dom którego jutro nie będzie
zdążyć ugotować ziemniaki
usiąść jeszcze razem przy stole

Mariana nie rozumie
jak mogłoby tego nie być

 

Obojętność

Będą cię osaczać
zaleją uszy woskiem kłamstw
zepsują wzrok widokiem oszustw
skażą dotyk fałszem symboli
rzucą ochłap radości żebyś stracił smak
potem już wszystko będzie obojętne