HEBEL: Kilka słów o „Złotym spadochronie”
Przeczytałem książkę Katarzyny Gołdy „Złoty spadochron” (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026). To była dobra lektura i chciałbym za nią podziękować zarówno autorce, jak i wydawnictwu. Nie należę do czytelników kryminałów czy thrillerów, ale książka Gołdy – czego nie ukrywam – naprawdę mnie wciągnęła. Nie jest to literatura wysoka z ambicjami na miarę Dostojewskiego czy Kafki, lecz przykład sprawnie napisanej prozy rozrywkowej.
W tej powieści niemal każde zdanie jest dopracowane i współgra z kolejnymi. Widać solidny warsztat pisarski i profesjonalizm. Autorka umiejętnie operuje językiem, potrafi budować napięcie, pobudzać wyobraźnię i podsycać ciekawość czytelnika. Jej styl jest sugestywny i konsekwentny. Dzięki temu lekturą można się naprawdę delektować. Kiedy skończyłem czytać, towarzyszyło mi poczucie niedosytu, gdyż chciałoby się obcować ze stworzoną historią dłużej.
Inspiracją do napisania powieści była głośna w czasach PRL operacja „Żelazo”. Nie stanowi ona jednak głównego tematu książki, lecz jej tło. Oś fabularna koncentruje się na rozgrywce pomiędzy oficerami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, mając odniesienia do realiów Służby Bezpieczeństwa poprzez ciążącą w tle aferę „Żelazo”. Z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, nie zdradzając szczegółów, że od pierwszych stron czytelnik zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, które dopiero pod koniec układają się w całość. Nie ma tu bohatera, którego szczególnie bym polubił, ale nie ma też postaci budzącej jednoznaczną niechęć. Najbardziej intrygującą bohaterką jest Ewa – rozwiedziona matka dwójki dzieci, była współpracowniczka służb specjalnych. Po utracie pracy podejmuje się nietypowych zajęć, w tym sprzątania w bieliźnie u klientów poszukujących erotycznych wrażeń. To właśnie ona dokonuje makabrycznego odkrycia, znajdując w kontenerze zwłoki mężczyzny, który finalnie okazał się wysoko postawionym pracownikiem ABW.
Warto podkreślić, że powieść czyta się bardzo dobrze. Krótkie zdania sprzyjają tempu narracji, a fabuła utrzymuje uwagę. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka nie niesie głębszego przesłania, jednak to mylne wrażenie. „Złoty spadochron” można odczytywać jako metaforę miękkiego lądowania zakończonego niespodziewanym sukcesem bohaterów. Dostrzegam tu również nawiązanie do operacji „Żelazo” i mechanizmów, które pozwalały uprzywilejowanym notablom partyjnym obłowić się zrabowanym w Europie Zachodniej złotem i nie ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji.
Plastyczność opisu sprawia, że „Złoty spadochron” aż prosi się o adaptację filmową lub serialową. Podczas lektury przychodziły mi na myśl klimaty znane z seriali telewizyjnych – „Ekstradycja” czy „Odwróceni”. Ewentualna ekranizacja mogłaby dobrze wpisać się w ten nurt i stać się jego współczesnym dopełnieniem.
Z wielką sympatią i uznaniem śledzę twórczość Katarzyny Gołdy (dawniej: Katji Tomczyk), która publikowała w wielu antologiach literackich, jak również dała się poznać czytelnikom na naszej stronie jako uzdolniona recenzentka teatralna. Nie ukrywam, że czekam na jej kolejne książki.
JAROSŁAW HEBEL






