CHUDZIO: Wszystko, co psie, nie jest nam obce

Już dawno żadna lektura nie pozostawiła mnie tak zbitej z tropu. Nie wiedziałam, co o niej myśleć i co o niej napisać. Patrzyłam w zakłopotaniu na ładne, kieszonkowe wydanie w twardej oprawie, na jasnoniebieską okładkę z różowym motywem roślinnym i nie potrafiłam określić, czy owe niespełna dwieście stron tekstu podobało mi się, czy nie.

Przyznaję, że „Csutora. Psia powieść” Wydawnictwa Czytelnik to moje pierwsze spotkanie z Sándorem Máraiem. Moje odczucia na temat tej pozycji są więc niejako opinią nowicjuszki. Sięgnęłam właśnie po tę książkę, bo jest ona najświeższym wydaniem tego autora na rynku (z początku tego roku), a poza tym, po pierwszych kilku stronach urzekła mnie trafnością opisów odnośnie typowych psich zachowań. Wydała mi się też lżejsza i mniej wymagająca niż wciąż czekająca na mojej półce „Księga ziół”.

Myślę, że pierwsze strony rozczulą i ujmą każdego psiarza, choć, gdy główny bohater „życzliwie spogląda w dół ku niższym sferom życia” i określa swego psa mianem „niskiej rangi przyjaciela”, nie sposób nie pomyśleć, że książka trochę trąci myszką i może być swoistym skansenem przekonań ludzi na temat zwierząt sprzed ponad wieku. Niemniej jednak podczas lektury pierwszych rozdziałów żywiłam przekonanie, że jest to książka przede wszystkim dla posiadaczy psów. Mimo nałożonej na historię warstwy filozoficznej, rozlicznych rozważań na temat natury ludzkiej i porządku społecznego, stanowiła dla mnie przede wszystkim opowieść o relacji człowieka ze zwierzęciem.

Niesamowite, że mimo stu lat, jakie dzielą nas od czasów, w których żył i tworzył Márai, sedno relacji międzyludzkich, a także tych między człowiekiem i jego psem, pozostało takie samo. Zarówno psy, jak i ludzie budzą w nas dziś uczucia, zadziwienia i wywołują podobne frustracje co kiedyś, jedynie kontekst społeczno-kulturowy się zmienił. Dziś, obok praw człowieka, mówi się coraz głośniej o prawach zwierząt, a my nie wstydzimy się już przygarniać psów ras mieszanych, nie posądzamy naszych zwierząt o zły charakter i nie obarczamy ich odpowiedzialnością za zachowania społecznie nieakceptowane.

Przez znaczną część książki towarzyszyło mi uczucie podobne do tego, kiedy chodzę po muzeum. Niejednokrotnie czułam się jakbym dotykała eksponatów sprzed stu lat, obcowała z artefaktami dawnego mieszczańskiego życia i przyglądała się realiom życia ówczesnych mieszkańców. Myślałam o tym, że może i rozwinęliśmy się cywilizacyjnie i technologicznie, ale natury ludzka i psia pozostały w tym wszystkim niezmienne, podobnie jak nasze codzienne dylematy, zmartwienia, a także głębsze rozważania na temat natury ludzkiej i porządku wszechświata.

Sándor Márai, podążając myślami Hobbesa i Johna Locke’a, stawia przed czytelnikami rozliczne pytania na temat wolności, szczęścia czy buntu, serwując im rozliczne przykłady z życia psa w mocno ograniczającym naturalne instynkty środowisku miejskim i mieszczańskim.

W książce istniały takie momenty, w których zaczynałam się zastanawiać, kto w tej historii jest tak naprawdę istotą zależną i podległą. Jednocześnie, gdy narrator w fabule gubił z oczu psa, skupiając się na przykład na typowo sąsiedzkich konfliktach i opisach, tracił też moje zainteresowanie, bo ja już byłam zaangażowana w psią opowieść. Ciekawie mi się natomiast czytało fragmenty, w których to, co ludzkie, przeplata się z tym, co zwierzęce, każąc nam wątpić w dosłowność przekazu.

Wspomnę jeszcze, że koniec książki skłonił mnie do zmiany zdania odnośnie docelowej grupy czytelniczej. Tak, jak na początku sądziłam, że „Csutora. Psia powieść” jest książką przeznaczoną przede wszystkim dla opiekunów psów, tak po jej przeczytaniu stwierdziłam, że jest dokładnie odwrotnie.

Końcówka książki była dla mnie niczym drastyczna scena z filmów Tarantino i jestem bardzo wdzięczna Wydawnictwu Czytelnik za posłowie autorstwa Ireny Makarewicz. Jej słowa pomogły mi się uporać z oburzeniem, jakie poczułam tuż po skończonej lekturze.

Być może fani prozy Máraia uśmiechają się właśnie, czytając moje słowa. Z pewnością nie trzeba im autora i książki reklamować. W „Csutorze” znajdziemy bowiem lekkie pióro, dużo humoru oraz sporą dawkę filozoficznych dywagacji. Chciałabym jednak nadmienić, że każda osoba, która tak jak ja Sándora Máraia dopiero poprzez tę książkę poznaje, powinna mieć świadomość, że nie jest to powieść autobiograficzna. W przeciwnym wypadku może pozostać po lekturze z niesmakiem.

JOANNA CHUDZIO

 


Sándor Márai, „Csutora. Psia powieść” (przekł. Irena Makarewicz), Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2026.