Czas na poezję: KATARZYNA PAWŁOWSKA

Zapiski z drogi
Kiedy mnie nie ma
zapominam wszystkie swoje imiona
– jedno za drugim odpadają jak balast
Nie wiem, czy tęsknisz
gdy w zakamarkach siebie
grzęznę na dłużej gubiąc czas w wieczności
Kiedy mnie nie ma
w domu gasną światła i palenisko
w pajęczej sieci rozpiętej na ciszy osiada kurz
Gdy odwracasz klepsydrę
rozsypana tożsamość
lekko spływa wraz z iluzja czasu
Zataczam coraz szersze kręgi
w przestrzeni tła stając się
Sobieistnieniem w Jaźni
Światy równoległe
Nie unikam a wypatruję Ciebie
mijamy się żyjąc w innych wymiarach
niewidzialni jesteśmy dla siebie
z tęsknoty używam twojej łyżki i rękawiczek
Zostawiłam klucze do mieszkania
w znanym nam zakątku samotności
wiem że usłyszysz jak dzwonią
z tęsknoty za twoimi dłońmi
Tylko nad ranem zanim wejdę w dzień
w szarówce świtu widzę jak siedzisz
na brzegu łóżka ze spuszczoną głową
starając przypomnieć sobie gdzie mnie zgubiłeś
a ja na skraju świadomości mokrej od łez
staram się być namacalna jak ból i radość –
rozrywające serce jednocześnie – gdy widzę
Cię na moment przed zniknięciem
***
Pojednanie przyszło w ciszy
nieruchomej i białej jak świeży śnieg
Zaczęłam kochać tak
jakby nic więcej nie było do zrobienia
Wzbierały we mnie fale
których nic nie mogło zatrzymać
Czułość roztapiając opór
implantowała spełnienie do każdej komórki
Świadomość, że nie masz rozumieć
tylko kochać to ulga
pozwalająca odpocząć w kochaniu jak w łonie
wysłuchać pieśni
Opadając w pewność
lekko otworzyć skrzydła do lotu
Moje dłonie są pełne
Przyśniłam się sobie
klucząc uliczkami majaków
czekałam na pobudkę
tracąc oddech
Miałam jasne włosy i czerwony płaszcz
nie budził mnie własny krzyk
A potem mnie dotknąłeś i otworzyłam oczy
by doświadczać jawy
Obraz był klarowny
jasne było że czas wyżłobił
we mnie swój krajobraz
doliny spotykały się z rzekami
u stop gór biły źródła
A na pustyni piasek sypał w oczy
wypatrujące wschodu
Urealniłeś fatamorganę
w surowym dotyku
niosąc więcej ciepła niż słońce






