Czas na poezję: JOLANTA STELMASIAK

Ewangelia według Łotra
skąd możemy wiedzieć co nam kiedyś przypiszą
słowa gesty czyny żywot heroiczny
może nędzny los drania
dziś nie znamy się sami jutro się na nas poznają
wyświechtane frazesy przypiszą tak trwale
że będą je cytować całe pokolenia
bezbronni wobec czasu nadchodzących przemian
gwałtowni czy łagodni to nie ma znaczenia
na nowo nas ulepią z całkiem innej gliny
skrybowie napiszą nowe hagiografie
panteony świętych powstaną na nowo
zapłoną biblioteki świeczki i ogarki
nowe świątynie na ruinach starych
zgromadzą wyznawców którzy na kolanach
hołd bożkom oddadzą
to odwieczna pieśń – inna lecz już znana
ta sama przemiana sacrum i profanum
jak cud Podniesienia
tak Łotrze – ze złotych ołtarzy
tyś jest świętym pańskim z cudzą aureolą
komu wieczny płomień i co strawi ogień
zdecydują za nas nasi prawnukowie
Ogień
lubi gdy płoną stosy
od czasu gdy przyniósł
ogień do jaskini
nie pozwala mu zgasnąć
jego zapach i żar
wypełniają mu sny
korzenie ognia
wrosły w jego duszę
tak się zrodzili bogowie
to rozkosz dla bogów
gdy płoniesz
czujesz pełzanie po skórze
rodzi się świt
Jeszcze nie czas na biel
1.
jest we mnie cisza
odpływ i przypływ
ziemia miękko
poddaje się stopom
powietrze
jak zwiewna tkanina
2.
biała ćma
nad łóżkiem trzepoce
proszę odejdź
jeszcze nie czas na biel
3.
to tylko wylinka
za moment opuścisz to ciało
jak w klepsydrze piasek
ziarenko po ziarnku
jak dzwon kościelny
w oddali







