HEBEL: Kalina Jędrusik wskrzeszona w Teatrze Rampa

Choć od śmierci Kaliny Jędrusik minęły dekady, jej legenda wciąż prowokuje i fascynuje. W Teatrze Rampa, dzięki fenomenalnej kreacji Anny Mierzwy, ikona polskiego kina i estrady odzyskuje swój głos. To nie tylko sentymentalna podróż do lat 60., ale przede wszystkim elektryzujące spotkanie z artystką, która nie bała się być „pozytywnie niemoralna”.
Wybrałem się na monodram muzyczny „Kalina” w reżyserii Agaty Biziuk bez wygórowanych oczekiwań. Mimo to, postać Jędrusik darzę ogromną sympatią, co wzbudziło moją ciekawość wobec interpretacji Anny Mierzwy. Przyznaję, że nie miałem wcześniej okazji podziwiać jej na scenie i niewiele o niej słyszałem. Jednak błyskawicznie przekonałem się do ujęcia przez nią postaci legendarnej aktorki, wobec czego już od pierwszej minuty Mierzwa całkowicie zawładnęła moją uwagą.
Określenie jej występu mianem fenomenalnego wydaje się niewystarczające. Odniosłem wrażenie, jakbym uczestniczył w autentycznym recitalu samej Kaliny. Seksbomba lat 60. została przywołana w sposób perfekcyjny, co objawiało się w drobiazgowo wystudiowanych ruchach, gestach oraz specyficznej manierze bycia. Przez cały wieczór śledziłem jej sceniczną metamorfozę z niesłabnącym zachwytem, wychodząc z teatru pod ogromnym wrażeniem.
Sukces tej kreacji polega na umiejętnym zbalansowaniu wizerunku wielkiej artystki z portretem kobiety, która nade wszystko kochała życie, mężczyzn i muzykę. Narracja sprawnie przywołuje jej otwarte małżeństwo ze Stanisławem Dygatem, a autentyczność przekazu wzmacniają oryginalne cytaty. Szczególnie wymowny jest ten o braku zakłamania: „Wolę być niemoralna niż idiotycznie szczęśliwa”.
Kulminacją umiejętności Anny Mierzwy jest już otwierająca scena, która od razu buduje wysokie napięcie. Widzimy postać za foliową, prześwitującą kurtyną, do złudzenia przypominającą prysznicową zasłonę. Gdy rozbrzmiewają pierwsze takty przeboju „Bo we mnie jest seks”, skojarzenie ze słynnym zdjęciem nagiej Jędrusik staje się oczywiste. To reżyserski strzał w dziesiątkę, który błyskawicznie przenosi widza w świat legendy.
Inscenizacja sprawnie łączy humor i sarkazm z nutą melancholii, pozwalając nam odkryć także bardziej prywatną twarz gwiazdy. Dowiadujemy się o jej miłości do kotów, walce z astmą oraz wielkiej wrażliwości, która często ginęła pod maską skandalistki porównywanej do Brigitte Bardot. Nie zabrakło też politycznych anegdot, jak tej o Władysławie Gomułce, który z oburzenia epatowaniem seksem miał rzucać kapciem w telewizor na widok artystki.
Nastrój opowieści precyzyjnie podkreśla gra świateł, unikająca mroku na rzecz eksponowania postaci w jasnych snopach, co dobitnie akcentuje jej gwiazdorski status. Wielkim atutem jest muzyka na żywo – choć momentami nowoczesna i głośna, w nowych aranżacjach wyraźnie przypadła publiczności do gustu. Całość dopełnia skromna, lecz niezwykle trafna scenografia, idealnie wpisująca się w estetykę epoki.
Wychodząc z Rampy, czułem potrzebę niekończących się oklasków. To widowisko dostarczyło mi mnóstwa pozytywnych wrażeń i sprawiło, że z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych ról Anny Mierzwy. Słowa uznania należą się również reżyserce za poprowadzenie granej przez nią postaci w sposób zrozumiały dla współczesnego odbiorcy. Dostrzegamy, że namiętności rządzące życiem Kaliny okazały się uniwersalne i bliskie dzisiejszemu człowiekowi.
W świecie jednowymiarowych celebrytów wciąż potrzebujemy kogoś, kto potrafi żyć prawdziwie. Spektakl Agaty Biziuk jest spójny, wyważony i stanowi nie tylko lekcję historii polskiej popkultury, ale w moich oczach przede wszystkim świadectwo narodzin wielkiej scenicznej gwiazdy. Jeśli Kalina Jędrusik patrzy na to z góry, z pewnością robi to z uśmiechem aprobaty i kieliszkiem szampana w dłoni.
Zdecydowanie warto to zobaczyć!
JAROSŁAW HEBEL
Teatr Rampa w Warszawie (Scena Kameralna) – Magdalena Zaniewska (tekst)/ Anna Mierzwa (koncepcja, wybór piosenek, wykonanie), „Kalina”. Reżyseria – Agata Biziuk. Scenografia i kostiumy – Justyna Przybylska. Aranżacje muzyczne – Krzysztof „Wiki” Nowikow. Ruch sceniczny – Kamil Guzy. Video – Krzysztof Blok. Zespół w składzie: Przemysław Śledź (gitara), Stanisław Pawlak (klawisze), Wojtek Bergander/ Radosław Łukaszewicz (gitara basowa), Jarek Korzonek, Michał Obrębski (perkusja).
Spektakl trwa: 85 min. (bez przerwy)







