Czas na poezję: LAURA ALSZER

Ostatni spektakl
zgasły światła
opadła kurtyna
w powietrzu widać jeszcze dym
liżący stopy
w białej masce arlekina
odbija się twoja prawdziwa twarz
zimno mi
odkąd odegraliśmy ostatnie przedstawienie
wyrzuciłam cię za drzwi
przygasła świeca
jej blask jeszcze się tli w moich źrenicach
jej blask jeszcze się tli w piersi
zimno mi
odkąd przestała grać muzyka
stary fortepian skrzypiąc
wypłakał ostatnią melodię
nie słyszę już dźwięku twoich kroków
stojąc na scenie piszę nowy scenariusz
Momenty krytyczne
niekiedy odrywanie plastra
boli bardziej niż szycie
powiesz chrzanienie
mentalna wyliczanka
to nie może skończyć się dobrze
trzeba mieć mięśnie jak Banot
żeby wejść na Globant Tower bez zabezpieczeń
utrzymać cały ciężar w palcach jednej dłoni
czasami warto się puścić
prosto w amazońską dżunglę
pozwolić ukąsić żararace
wtedy ktoś przyłoży kojące usta
wyssie jad
pogłaszcze policzek
zapewni
trwam
Erotyk wiosenny
zieleni się między nami
żółci forsycją
różowi surfinią
aromat wiśni
łaskocze kubki smakowe
pod białą magnolią
otulona blaskiem słońca
śpi szylkretowa kotka
siadam obok niej
wyginam ciało do promieni
słodkie mango rozpływa się w ustach
przeciągam palcami po trawie
w źdźbłach szukam znajomego zapachu
podchodzisz powoli
rozedrgane peonie
chłoną wiatrem niesiony szept
Substancja
poezja nie zawsze jest piękna
czasami składa się z liter
oblepionych gęstą substancją
sklejone w wyrazy
krzyczą do ciebie
uciekaj
skutek jest odwrotny
nic bardziej nie przyciąga
niż swąd nadpalonych wersów
pachnących jak włosy
czarownicy płonącej na stosie
wyciągam papierosa
odpalam
a ty kaszlesz
oczy patrzą zachłannie
zlizują litery
zardzewiałe podskakują
chrzęszczą
stają ci w gardle
gaszę papierosa na ostatniej strofie
ucieka z dymem
czujesz niedosyt
wiem
wrócisz po więcej







