HEBEL: Cyrwus jako oficer Armii Czerwonej

Fot. Z archiwum Sceny Metro. Na zdjęciu Piotr Cyrwus w spektaklu „Zapiski oficera Armii Czerwonej”.

Pamiętam opowieści mojego śp. dziadka o wkroczeniu Sowietów na wschodnie ziemie Polski we wrześniu 1939 roku. Mówił o rabunkach, przemocy i poczuciu bezkarności żołnierzy Armii Czerwonej. Z jego wspomnień wyłaniał się obraz ludzi wychowanych w rzeczywistości całkowicie odmiennej od tej, którą znano w przedwojennej Polsce. Przypomniałem sobie o tym, wybierając się do Sceny Metro na monodram Piotra Cyrwusa „Zapiski oficera Armii Czerwonej”. Spektakl powstał na podstawie głośnej powieści Sergiusza Piaseckiego, autora m.in. „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”.

Piotr Cyrwus wciela się w Michaiła Zubowa, oficera sowieckiego, a zarazem prostego człowieka z kołchozu spod Moskwy, całkowicie poddanego propagandowej indoktrynacji i kultowi Stalina. Bohater parafrazuje Modlitwę Pańską, kierując ją do radzieckiego przywódcy. Ta bluźniercza stylizacja pokazuje człowieka pozbawionego własnej tożsamości i bez reszty podporządkowanego komunistycznej ideologii. Modlitwa rozpoczyna się słowami: „Ojcze nasz, któryś jest w Kremlu; święć się imię Twoje! Bądź wola Twoja! Przyjdź Królestwo Twoje jako w Kremlu, tak i w reszcie świata”.

Jednym z komicznych fragmentów spektaklu jest scena odnosząca się do bananów znalezionych podczas rewizji u „burżuja”. Sowieccy żołnierze nie wiedzą, jak należy je jeść, dlatego próbują najrozmaitszych sposobów. Dodają sól, pieprz i ocet, traktując owoce jako zakąskę do wódki. Ostatecznie dochodzą do wniosku, że banany najlepiej byłoby kisić albo marynować. Ta groteskowa scena trafnie pokazuje zderzenie dwóch światów – sowieckiej rzeczywistości z kulturą dotąd bohaterom nieznaną.

Podobnych satyrycznych epizodów jest w spektaklu więcej. W jednej ze scen Zubow opowiada o spotkaniu z kobietą, którą obdarzył swoją „proletariacką miłością”. Bohater jest szczerze zdziwiony i oburzony, gdy kobieta domaga się zapłaty. W jego radzieckim rozumieniu handel ciałem stanowi przejaw kapitalistycznego zepsucia, dlatego jako „wyzwoliciel” nie widzi powodu, by płacić pieniędzmi. Zamiast tego oferuje przedmioty zrabowane podczas rewizji: konserwy, słoninę i inne drobiazgi.

Ideologiczne „mądrości” Zubowa oraz jego nienawiść do „panów” najpełniej ujawniają się podczas alkoholowych libacji. Gdy brakuje wódki, żołnierze piją wszystko, co zawiera alkohol. W jednej ze scen sięgają nawet po wodę kolońską i perfumy znalezione w drogerii. Zubow stwierdza, że choć „pachnie to jak w damskim salonie”, to „kopie należycie”, co okazuje się dla niego najważniejszym kryterium.

W inscenizacji wyraźnie wybrzmiewa instrumentalny charakter komunistycznej ideologii. Bohater początkowo manifestuje fascynację Hitlerem jako sojusznikiem ZSRR i nie ukrywa pogardy wobec Europy Zachodniej. Wszystko zmienia się jednak po napaści Niemiec na Związek Radziecki. Hitler staje się największym wrogiem, a wyśmiewany wcześniej Churchill sojusznikiem godnym podziwu. Cyrwus bardzo dobrze wydobywa komizm tej nagłej przemiany. Zubow deklaruje, że gdyby spotkał Churchilla, chętnie „pocałowałby go i wypił z nim spirytusu”, bo teraz to „swój chłop”. Fascynuje go nawet samo cygaro brytyjskiego premiera, gdyż w prostym rozumowaniu bohatera ktoś palący tak wielkie „papirosy” musi być człowiekiem potężnym.

Publiczność żywo reaguje również na scenę, w której Zubow nosi dwa zegarki na ręce. Komizm budzi także epizod z rowerem, na który bohater próbuje wskoczyć z impetem, jakby dosiadał konia. Gdy przewraca się w błoto, zaczyna bić rower pięściami i kopać go w koła, by ostatecznie uznać go za „burżuazyjny wynalazek” służący jedynie do męczenia człowieka.

Piotr Cyrwus pokazuje w tym spektaklu wysoki kunszt aktorski. Gra intensywnie, wykorzystując głos, gest, ruch i mimikę. Szczególne wrażenie robi umiejętność płynnego przechodzenia od groteski do powagi. Publiczność śmieje się z głupawego radzieckiego oficera ubranego w wojskową bluzę, lecz pod koniec spektaklu śmiech ustępuje miejsca refleksji. Gdy bohater wyznaje, że „od dziecka marzył o wstąpieniu do NKWD”, zakłada oficerską czapkę, a cała scena nabiera wyraźnie mroczniejszego tonu. Aktor umiejętnie wykorzystuje także krótkie fragmenty gry na akordeonie, który wielu widzom wychowanym na „Czterech pancernych” nadal kojarzy się z sowiecką stylistyką.

Skromna scenografia dobrze współgra z charakterem monodramu nagrodzonego na Festiwalu Teatrów Jednego Aktora w Toruniu. Na scenie znajdują się jedynie biurko, krzesło, lampa zwisająca z sufitu oraz wiszący za biurkiem portret Stalina. Minimalizm dekoracji pozwala skupić uwagę przede wszystkim na aktorstwie Cyrwusa i tekście Piaseckiego. Spektakl początkowo wystawiano w krakowskim Teatrze Stu. Po agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę staje się on jeszcze bardziej aktualny i współcześnie nabiera nowej wymowy. Wyszedłem z teatru nie rozbawiony, lecz przejęty tym, przed jak bardzo niecywilizowanym wrogiem bronią się Ukraińcy.

Piotr Cyrwus został nagrodzony gromkimi brawami. Po spektaklu aktor pozwolił sobie również na krótki komentarz, przywołując fragment „Filozofii po góralsku” ks. Józefa Tischnera i mówiąc o znaczeniu niezależnego myślenia, czego całkowicie pozbawiony pozostaje bohater powieści Sergiusza Piaseckiego. Częsty na widowni w trakcie spektaklu śmiech, który wywołuje Cyrwus, szybko grzęźnie w gardle. Kto wie, czy właśnie nie dlatego ten monodram działa dziś równie mocno jak w czasach Piaseckiego. W finale bardziej niż śmiech pozostaje refleksja nad mechanizmami przemocy, propagandy i odczłowieczenia.

JAROSŁAW HEBEL

 


Scena Metro (stacja Metra Bródno w Warszawie – lok. 1050) – Sergiusz Piasecki, „Zapiski oficera Armii Czerwonej”. Reżyseria – Tomasz Obara. Produkcja – Joanna Cywińska. Występuje – Piotr Cyrwus.
Spektakl trwa 80 minut (bez przerwy).