HEBEL: Dlaczego tacy jesteśmy?

„Pacyfiści” to sprawnie zrealizowany spektakl na podstawie dramatu Marka Modzelewskiego. Choć jest to inscenizacja na wysokim poziomie, trudno dostrzec w niej iskrę wybitności, która cechowała „Dotyk” czy „Wstyd”. Najnowsza produkcja nie porusza tak głęboko, jak poprzednie teksty Modzelewskiego przenoszone na deski teatru. Można odnieść wrażenie, że dramaturg posłużył się tu identycznym schematem konstrukcyjnym co we „Wstydzie”. Tak więc źródło konfliktu pozostaje poza sceną, będąc jedynie katalizatorem zdarzeń. Wydaje się jednak, że ten konkretny zabieg dramaturgiczny powoli wyczerpuje swoją siłę oddziaływania.
Spektakl w reżyserii Jacka Braciaka to studium hipokryzji i życiowej nieporadności. W centrum pojawia się fundamentalne pytanie o to, jak wyznać prawdę prosto w oczy, nie raniąc przy tym drugiego człowieka. Autor diagnozuje naszą niezdolność do szczerości w chwilach próby, gdy argumenty – zamiast wynikać z faktów – stają się abstrakcyjne i nieprzekonujące.
Aktorsko przedstawienie opiera się na silnych osobowościach, choć nie wszystkim pozwolono w pełni rozwinąć skrzydła. Mariusz Jakus, grający nomen omen Mariusza, stworzył postać twardą w przekonaniach, a jednocześnie głęboko zakłamaną. Jakus ma rzadki talent do portretowania bohaterów zacietrzewionych, potrafiących lawirować w celu obrony własnego stanowiska. Partneruje mu Agnieszka Suchora w roli stanowczej żony, która próbuje dyscyplinować męża (m.in. odnośnie do możliwości poczęstowania się przez niego japońską whisky), sama nie będąc wolną od słabości do alkoholu. To właśnie między Aldoną (Suchora), a Julianem (Malajkat) generuje się najwięcej scenicznych napięć.
Wojciech Malajkat wciela się w postać ojca skonfrontowanego z niebinarnością syna. Choć aktor wypada co najmniej dobrze, odnosi się wrażenie, że reżyser nadmiernie go utemperował. W sytuacjach granicznych, z jakimi mierzy się jego bohater, brakuje silniejszej ekspresji – zarówno werbalnej, jak i ruchowej. Kilka rzuconych wulgaryzmów nie oddaje w pełni dramatu człowieka, którego światopogląd legł w gruzach. Z kolei Monika Krzywkowska, podobnie jak reszta zespołu, gra bardzo poprawnie, choć żadna z ról nie wybija się na pierwszy plan.
Mimo że „Pacyfiści” skłaniają do refleksji nad zmianami obyczajowymi ostatnich dwóch dekad, spektaklowi zabrakło emocjonalnej siły rażenia. Gra aktorska, choć rzetelna, nie wkrada się do wnętrza widza i nie uderza z taką mocą, by po wyjściu z teatru w głowie pozostał choć jeden niezapomniany cytat. W sferze przesłania tekst Modzelewskiego niebezpiecznie zbliża się do „Moralności pani Dulskiej”, obnażając nasze współczesne kołtuństwo.
Prosta scenografia Witka Stefaniaka wpisuje się w ramy spektaklu – kanapa, dwie pufy i widoczna pośrodku tarcza. Pojawiająca się pomiędzy poszczególnymi częściami muzyka wpada w nieco mechaniczną, dychotomiczną nutę, a profesjonalna gra świateł dopełnia całości.
„Pacyfiści” to portret pokolenia, które potrafi dyskutować o globalnych kryzysach, ale wykłada się na z pozoru prostej kwestii, jak kochać własne dziecko. Modzelewski obnaża naszą pustkę, a Braciak ubiera ją w estetyczne ramy. To ważny spektakl, o ile po końcowych brawach nie zapomnimy, że to, co widzieliśmy, nie było komedią o sąsiadach, ale aktem oskarżenia przeciwko nam samym.
JAROSŁAW HEBEL
Teatr Współczesny w Warszawie (Duża Scena) – Marek Modzelewski, „Pacyfiści”. Reżyseria – Jacek Braciak. Scenografia i kostiumy – Witek Stefaniak. Występują: Agnieszka Suchora, Monika Krzywkowska, Wojciech Malajkat/ Jacek Braciak (gościnnie), Mariusz Jakus/ Krzysztof Pluskota (gościnnie).
Spektakl trwa: 100 min. (w tym jedna przerwa).
Koprodukcja z Teatrem STU w Krakowie. Rekomendowany dla Widzów od 16. roku życia.






