KRAKOWIAK: Bitwa Warszawska 1920 r. w filmie

Fot. Kadr z serialu „1920. Wojna i miłość”.

Sto lat temu według lorda D’Abernona na przedpolach Warszawy rozegrała się „XVIII przełomowa bitwa o losach świata”. Wydarzenie to, niezwykle istotne w najnowszej historii Polski, nie doczekało się jednak należytej ekranizacji filmowej ani upamiętnienia w kulturze masowej. Przyczyn tego jest kilka. Bezpośrednio po zwycięstwie rodzima kinematografia była jeszcze w powijakach, a rodzące się państwo polskie miało wiele innych, pilniejszych aniżeli sztuka filmowa problemów. Mimo to kilka filmów jednak powstało, np. niemy „Cud nad Wisłą” z 1921 r.

Potem nastąpił okres odbudowy po zaborach i zniszczeniach wojennych. Przez niespełna 20 lat dzielących zwycięstwo 1920 roku od klęski wrześniowej nie nakręcono żadnych istotnych ekranizacji o tym triumfie. Co ciekawe, film o tej tematyce powstał w ZSRR w 1941 r. i nosił tytuł „Pierwsza Konna” (znany również jako „Przerwanie Frontu Polskiego w 1920 roku”). Ten typowo propagandowy film nie wszedł ostatecznie do kin, ale pojawił się niedawno na DVD i można go obejrzeć. Ciekawostką jest fakt, iż pojawili się w nim polscy dowódcy – Marszałek Piłsudski (przedstawiony w filmie jako arogancki pieniacz) oraz ówczesny generał Edward Śmigły-Rydz (twórcy filmu zapomnieli jednak, że w 1920 r. miał on zaledwie 34 lata, odtwarzający go aktor był bowiem ucharakteryzowany na Śmigłego z końca lat 30.).

Przez kolejne 50 lat temat wojny 1920 r. był w oficjalnym życiu publicznym tematem tabu. O zwycięstwie nad bolszewikami, podobnie jak o Katyniu, mówić, pisać i kręcić nie było wolno. Kinematografia w III RP również przez długie lata tematu tego nie podejmowała. Po upadku PRL generalnie tematy historyczne stały się passé, a dominowało kino gangsterskie oraz komediowe (słynne „Psy” czy też rozmaite komedie z Cezarym Pazurą).

Temat wojny polsko-bolszewickiej podniósł dopiero Filip Bajon w ekranizacji „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego (2000), z Mateuszem Damięckim w roli głównej. W tym czasie powstał również serial „Marszałek Piłsudski”  Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego, z bardzo dobrymi kreacjami Mariusza Bonaszewskiego jako młodego Piłsudskiego i Zbigniewa Zapasiewicza jako Marszałka tuż przed śmiercią. Obie jednak te ekranizacje nie mówiły stricte o wojnie 1920 r., lecz temat ten niejako poruszały „przy okazji”. Podobnie jak film „Wrota Europy” z 1999 r., w reżyserii Jerzego Wójcika, m.in. z Alicją Bachledą-Curuś, Kingą Preis i Agatą Buzek w rolach głównych. Temat wojny 1920 r. podjął również znany publicysta i popularyzator historii Bogusław Wołoszański. W 2001 r. w ramach cyklu „Sensacje XX wieku” przygotował widowisko „Wojna polsko-bolszewicka”. Poza scenami walk z Bitwy Warszawskiej (m.in. Radzymin i uderzenia znad Wkry) przedstawiono m.in. epizod ze złamania szyfrów sowieckich przez polski wywiad czy zagłuszanie rosyjskich fal nieprzerwanym czytaniem przez 36 godzin Nowego Testamentu. Widowisko Bogusława Wołoszańskiego, pomimo iż całkiem ciekawie zrobione, przy dużym zaangażowaniu statystów i rekonstruktorów, nie może jednak pretendować do pełnometrażowego filmu.

Dopiero 90. rocznica wojny spowodowała większe zainteresowanie tym tematem wśród filmowców. Powstał wówczas interesujący serial „1920. Wojna i miłość” w reżyserii Macieja Migasa, o trzech polskich oficerach pochodzących z różnych armii zaborczych. Trzynastoodcinkowy serial pokazał wojnę z bardzo bliskiej perspektywy, skupiając się na małym wycinku frontu. Nie ma tu wielkich bitew, ale drobne potyczki toczone przez małe oddziały. Twórcy serialu bardzo realistycznie zobrazowali brutalność tamtej wojny, a jednocześnie zgrabnie ukazali na jej tle życiowe losy trzech głównych bohaterów. Jedynym wg mnie minusem serialu jest obsadzenie Mirosława Baki w roli Józefa Piłsudskiego, najgorsza chyba kreacja Marszałka w ostatnich latach.

Epicki film o wojnie polsko-bolszewickiej postanowił również nakręcić reżyser trylogii Henryka Sienkiewicza – Jerzy Hoffman. Doborowa obsada (np. Daniel Olbrychski w roli Marszałka) oraz dofinansowanie filmu m.in. przez państwowe środki nie uchroniły jednak „Bitwy Warszawskiej” (2011) od totalnej klapy. Krytykowano zwłaszcza kreacje Nataszy Urbańskiej i Borysa Szyca oraz dość infantylny scenariusz. Był to pierwszy polski pełnometrażowy film nakręcony w technologii 3D, jednak efekty specjalne nie robiły wrażenia. Nie przekonywały kreacje znanych aktorów, odgrywających historyczne postacie. Danielowi Olbrychskiemu, pomimo iż bardzo dobrze opanował kresowy akcent, daleko było do takich odtwórców roli Marszałka jak Janusz Zakrzeński czy Ryszard Filipski. Również Bogusław Linda, chociaż robił, co mógł, nie przypominał „pierwszego ułana II RP” – Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. O roli Łukasza Garlickiego jako ks. Skorupki też nic dobrego napisać nie można. Aktorowi znacznie lepiej wyszło wykonanie piosenki Stanisława Grzesiuka „Nie masz cwaniaka nad warszawiaka” niż wcielenie się w rolę słynnego kapelana. Film, pomimo dużych oczekiwań i włożonych środków, rozczarował publikę i krytyków. Wyrazem tego były liczne nominacje do Węży, czyli polskich odpowiedników hollywoodzkich Złotych Malin.

Na godne upamiętnienie tej historycznej bitwy wciąż więc czekamy. Być może zbliżająca się właśnie setna rocznica przyniesie dzieło filmowe należycie ukazujące tę niezwykłą wiktorię oręża polskiego, odniesioną pod dowództwem Marszałka Józefa Piłsudskiego.

KAMIL K. KRAKOWIAK