WALCZAK: Amazonka

Zegarek na nadgarstku Agaty zawibrował, jakby dostosowywał się do drżenia podłoża, które czuła pod stopami. Beton zmieszany z piachem i strzępami trawy, naniesionymi przez wiatr miękko oddawał każdy krok, choć to było tylko złudzenie. Grube, żelowe podeszwy dobrze amortyzowały twardy grunt.
Droga wiła się między budynkami i ginęła na skrzyżowaniu. Wysokie kamienice zamykały niebo w wydłużonej tubie, która poszerzała swój wylot z każdym kilometrem. Półmaraton pobudził miasto do życia: grupki kibiców stały przy trasie, a wolontariusze podawali wodę. Listopadowe słońce rdzawymi promieniami przecinało chmury i ogrzewało twarze.
– Połowa za mną – wymruczała przez zaciśnięte zęby.
Naciągnęła rękawy na dłonie i wypuściła długi oddech. W ciele czuła przyjemne pulsowanie, a zesztywniałe ramiona przypominały teraz elastyczną ciastolinę. Uśmiechnęła się, poprawiając słuchawki. Lubiła tę piosenkę, ale wraz z nią wróciło wspomnienie.
Biała koperta ze schludnie wypisanym adresem czekała na nią w domu. Patryk odebrał list rano i odłożył na stolik, jakby parzył. Udawała, że go nie widzi. Tak samo jak udawała, że wynik biopsji sprzed dwóch tygodni nie ma znaczenia. Skoro przyszedł tak szybko, mogło to oznaczać tylko jedno. Lub nie…
Zegarek znów zawibrował.
– Piętnaście kilometrów… dam radę. „Dasz radę, jesteś silniejsza, niż myślisz” – chaos w głowie zaczynał narastać.
Zagryzła zęby, pochyliła ciało i skróciła krok. Wyższa kadencja pomagała utrzymać rytm i stabilność, a przed górką potrzebowała tego szczególnie. Agata nie lubiła podbiegów i często je pomijała, półmaraton jednak rządził się swoimi prawami.
Gdy poczuła zmianę nachylenia, tętno wzrosło, a serce zaczęło rozpaczliwie obijać żebra. Z każdym uderzeniem wracał tamten dzień u lekarza.
– Proszę spojrzeć… – mężczyzna kliknął myszką, zaznaczając oddalone punkty, które na USG wyglądały jak nierówne, grafitowe koła. – To są guzy. Dwa w lewej piersi i jeden w prawej. Niewielkie, ale musimy pobrać próbki.
Słowa zachrzęściły jak piach pod butami.
– Dość, do jasnej cholery! – syknęła, czując metaliczny smak krwi na języku, gdy przygryzła wargę.
Wspinała się z trudem. Wzniesienie było bardziej strome, niż przypuszczała. Znała topografię miasta, ale nie przewidziała ciężaru, który niosła w środku.
Pamiętała tamte emocje: zaprzeczenie, wyparcie, niedowierzanie. Od miesięcy trenowała do półmaratonu, więc wizja ograniczeń, niesionych z chorobą, leżała poza jej wyobraźnią. Zbudowała bazę tlenową, mentalny schemat działania i dlatego ten cholerny ultrasonograf nie mógł mieć racji.
– Proszę o tym nie myśleć. Jak będą wyniki, podziałamy dalej. Jest pani młoda, silna – słowa lekarza wracały niczym bumerang.
Z piersi wyrwał jej się dziwny jęk, zmieszany ze szlochem. Do mety został kilometr. Załzawione oczy ledwo rejestrowały otoczenie, a zmęczone mięśnie protestowały. Upiła łyk wody, resztę wylała na kark i wyrzuciła kubek. Coś w niej pękło. Została tylko cisza, w której słyszała ciężki oddech.
Gdy przebiegła linię mety, poczuła cierpki smak, a słońce przesłoniły chmury.
– Cierpko… papier w ustach… Jeszcze nie… – wyszeptała.
Otworzyła oczy. Obraz był rozmazany, zupełnie jakby stracił ostrość i nie chciał wrócić do właściwej rozdzielczości. Na policzkach czuła jeszcze słone łzy radości, a na szyi ciężar medalu. Odruchowo podniosła rękę i dotknęła płaskiej piersi. Z drżeniem przesunęła palcami po elastycznym bandażu. Kaniula w ramieniu uwierała.
– Śniłam… Czy… obydwie? – zapytała z trudem Patryka, siedzącego obok łóżka.
– Tak, to było konieczne… Po mastektomii możesz być skołowana, daj sobie czas…
– To nie takie proste.
– Wiem, że nie jest – powiedział, przysuwając się bliżej. – Ale jesteś moją amazonką i przejdziemy przez to razem.
– Amazonką… – powtórzyła głucho, próbując zaakceptować brzmienie tego słowa.
– Tak, kochanie. Taka właśnie jesteś. I zaliczysz kolejne półmaratony, a ja będę obok. Teraz wypoczywaj – z troską poklepał drobną dłoń.
Agata przełknęła łzę i spojrzała na męża. Wiedza o chorobie przynosiła trudne do wytłumaczenia odczucie spokoju. Nie miała kołczanu ani silnych ramion, ale zostało coś, czego nikt nie mógł jej odebrać.
Nadzieja.
AGNIESZKA WALCZAK






