Czas na poezję: ALDONA JAŃCZAK

Reanimacja
Niebieskie światło
wchłonęła rozumna ciemność
bez szklanych bożków
proroków z bożej łaski
(bez)bożnego zaklinania nieba
cisza łapie oddech
reanimowane serce wraca do ogrodów
za oknem sny bezszelestnie
przysiadają z księżycem
na gałązkach wiśni
skrzydlate swobodnie rozpięte myśli
gubią pióra opadające miękko
na kwietne łąki i skowronkowe pola
reanimowane serce oddychając ciszą
wraca do ogrodów
niektórym tylko
ale to chyba wymierający gatunek
oddycha się ciężej w bzach
nudzą się przy stokrotce
nawykli do zgiełku nie tolerują
milczenia kołysanego wiatrem
wśród zbóż
a przecież kiedyś na pewno
w ciszy łapiąc ostatni oddech
powrócą do ogrodów
albo wszystko obróci się/obrócą
w proch
Każda
Ciężko jest udźwignąć niebo
obolałe ramiona
przygarniać wciąż muszą
cudze nieszczęścia
przykleił się uśmiech
i odpaść nie chce
bo anioł smutnym być nie może
gdy czuwa by niespokojne odpędzić sny
i by nie było gorzej
na nogach się słania
ostatkiem sił
podtrzymuje żeby nie rozpadły się dni
w pamięci ma ciągle tamten maj
powiedziano jej
trwaj
uwierzyła
wieczorami
gdy pod rajskimi drzewami
zasypiają utulone smutki
zstępuje z błękitu
do intymnej doliny ciemności
pocierpi popłacze
westchnienia wyda trzy
by za chwilę kobiecą mądrością
otrzeć łzy
diagnoza
w świecie gdzie się nie słucha lecz krzyczy
gdzie słowa ja mnie mój
zagłuszają ból i łzy
szacunek wyprzedano za garść medialnych błyskotek
w świecie gdzie dozwolone jest łamanie
najsłabszych gałązek
wycinanie starych drzew
i ludzi
szacunek wyrwano z korzeniami
aby nowych pędów nie puścił
w świecie gdzie śpiew bełkotem się tłumi
a modlitwy brzmią nienaturalnie
gdy na ołtarzach złotym bożkom
ofiarę całopalną z przyzwoitości się składa
szacunek umrze skazany przez modne prawa
tak zwanej cywilizacji






