BĄCZKOWSKI: Wreszcie burza
– Nie chce mi się jechać w góry – mówię do matki znad książki. Jest parne niedzielne popołudnie. – Pakowanie, perony, zatłoczony wagon… Poczekam, aż się wypiętrzą gdzieś w tej
Czytaj dalej...Nieregularnik Artystyczno-Literacki
– Nie chce mi się jechać w góry – mówię do matki znad książki. Jest parne niedzielne popołudnie. – Pakowanie, perony, zatłoczony wagon… Poczekam, aż się wypiętrzą gdzieś w tej
Czytaj dalej...*** (garściami) garściami pośpiechem dnia ostatniego spijamy dotyk łopatkami liżąc dno pusta studnia echem kamienia wyrzuca w oczy zapomniana głębia błaga o jeszcze głusi (głupi) wciąż bierzemy filtrowaną na wynos
Czytaj dalej...