WÓJTOWICZ: Różewicza jest za mało

Fot. Michał Kobyliński. Na zdjęciu Tadeusz Różewicz. Domena publiczna.

Z poezją Tadeusza Różewicza zetknęłam się w podstawówce. W podręczniku szkolnym znalazł się wiersz, który przejął mnie do głębi, nie tylko za sprawą tematyki, ale także formy. Był to „Ocalony” z tomu „Niepokój” (1947), jeden z najbardziej znanych utworów Różewicza. Wychowana na liryce Gałczyńskiego i Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej nie byłam przygotowana na taki rodzaj poezji, dlatego uderzył we mnie z podwójną siłą. Zabolały wyrażone prostym językiem refleksje człowieka, któremu po doświadczeniu okrucieństwa wojny i ludobójstwa udało się ujść z życiem: „Mam dwadzieścia cztery lata/ Ocalałem/ Prowadzony na rzeź”.

Wojna zburzyła dotychczasową hierarchię wartości, nie dając w zamian nic poza poczuciem krzywdy i osamotnienia. Ani religia, ani kultura nie uchroniły ludzi przed popełnianiem najcięższych zbrodni, przed zagładą: „Człowieka tak się zabija jak zwierzę/ Widziałem:/ Furgony porąbanych ludzi/ Którzy nie zostaną zbawieni”.

Styl poetycki Różewicza wyrósł bezpośrednio z doświadczeń wojennych, a jego poszukiwania estetyczne były reakcją na wstrząs moralny wywołany II wojną światową. WPrzygotowaniu do wieczoru autorskiego” pisze: „byłem pełen nabożnego podziwu dla dzieł sztuki […], ale równocześnie rosła we mnie pogarda dla wszystkich wartości estetycznych. Nadrzędną wartością jest mówienie prawdy, trudnej, bolesnej, bez uciekania się do idealizacji, dawania fałszywych nadziei”.

Autor „Ocalonego” znalazł formułę i sposób na opisywanie świata po Auschwitz. Wnikliwie obserwował przemiany społeczne i polityczne. Pisał o kryzysie współczesnego świata, o rozdarciu i osamotnieniu człowieka. Jego wkład w rozwój poezji trudno przecenić. Joanna Mueller nazywa go „najważniejszym fundatorem poet­yc­kiej dyskursywności w XX wieku”. I nie ma w tym przesady. Nie ulega wątpliwości, że to jeden z najważniejszych poetów XX wieku.

Tadeusz Różewicz znalazł się wśród patronów roku 2021. Justyna Sobolewska pisze: „to szansa, żeby przypomnieć tę część jego twórczości, do której się ostatnio nie wraca. […] Różewicza jest za mało”. I rzeczywiście, trudno się z tym nie zgodzić. Brakuje go w dyskursie o przemianach w naszym kraju, tym bardziej że był bezkompromisowym i niezależnym komentatorem polskiej współczesności i tradycji. Ten brak najdobitniej jest widoczny w teatrze, bo Różewicz był twórcą wszechstronnym – poetą, prozaikiem, dramatopisarzem i eseistą. Zrewolucjonizował nie tylko poezję, ale i dramat. Jego sztuki wyrosły z poezji, ale widać w nich fascynację utworami Samuela Becketta.

Na „Kartotekę” (1959), pierwszy dramat Różewicza, wybraliśmy się całą klasą. W spektaklu przygotowanym przez zespół teatralny z Bielska-Białej obejrzeliśmy także, ku zgorszeniu pilnujących nas nauczycieli, pierwszy striptiz. Dzisiaj na nikim nie zrobiłoby to wrażenia, ale w latach siedemdziesiątych…

Po „Kartotece”, która wprowadza na polską scenę teatr absurdu, powstają kolejne dramaty. Do najsłynniejszych należą: „Stara kobieta wysiaduje”, „Na czworakach”, „Białe małżeństwo”, „Odejście głodomora”, „Do piachu…”, „Pułapka”. Sztuki Różewicza podejmują uniwersalną problematykę i zdobywają światowy rozgłos. Władze nie przeszkadzają w popularyzowaniu jego twórczości teatralnej, poza jednym utworem – „Do piachu”.

Tekst dramatu przez siedem lat nie mógł się ukazać, a po prapremierze w warszawskim teatrze przedstawienie zdjęto na skutek protestów środowisk kombatanckich. Dla Teatru Telewizji sztukę wyreżyserował Kazimierz Kutz. Wystawiono ją dopiero po kilku miesiącach, poprzedzając rozmową z udziałem autora i reżysera. Dlaczego? Autor odmitologizował życie partyzanckie. Żołnierze małego leśnego oddziału są brudni, śmierdzący, posługują się wulgarnym językiem. Scenki z życia oddziału spaja wątek Walusia, prostego wiejskiego chłopaka oskarżonego o napad rabunkowy na plebanię i zgwałcenie gospodyni. Dokonał tego z dwoma wspólnikami, którym udało się zbiec. Autorowi zarzucano antypolskość i atak na Armię Krajową. Nie pamiętano, że sam Różewicz walczył podczas wojny w AK, za co zresztą w latach siedemdziesiątych odznaczono go Krzyżem Armii Krajowej.

„Był człowiekiem ciepłym, serdecznym, dowcipnym, zawsze uśmiechniętym – wspomina postać poety zaprzyjaźniona z nim dziennikarka Elżbieta Sitek – nawet wtedy, kiedy był już schorowany i cierpiący, zachował pogodę ducha”. Chociaż inni podkreślają, że miał raczej naturę samotnika, zwłaszcza w późniejszym okresie życia. Wszyscy mówią o jego poczuciu humoru, dystansie w stosunku do siebie i skromności. Te cechy charakteru uwidaczniały się także w korespondencji: „Jak zrzucę ten obrzydliwy worek z karku, jak go wyrzucę z brzucha, to się pokażę u Pani uśmiechnięty jak wiewiórka (nie widziałem zresztą uśmiechniętej wiewiórki) i lekki jak wróbel (zimą)” – pisał w liście (datowanym na 19 września 1971 r.) do malarki Ewy Kierskiej.

Adam Hawałej – fotograf i dziennikarz, który współpracował z Różewiczem przez blisko 30 lat, wspomina zdarzenie z 1989 roku:Zadzwonił do mnie i powiedział tylko: »Niech pan weźmie aparat i do mnie przyjedzie«. Kiedy wszedłem do jego mieszkania przy ulicy Januszowickiej, właśnie się ubierał. Miał dwa różne buty, w jeden wpuszczoną nogawkę spodni. Płaszcz zapiął krzywo, na dłonie wsunął dwie różne rękawiczki – skórzaną i dzierganą na drutach. Zdawałem sobie sprawę, że to rodzaj teatru. Wziął kubły ze śmieciami i torbę papierową z nadrukiem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Wchodził między śmietniki, wysypywał zawartość kubłów, coś wyciągał”. Ten happening został uwieczniony w cyklu fotografii.

O Różewiczu i jego twórczości powstało sporo opracowań. Janusz Drzewucki, krytyk literacki, poeta, dziennikarz, autor książki „Lekcje z Różewicza” zachęca: „zamiast pisać o Różewiczu, o tym, co i ile wyczytaliśmy z jego dzieła, […] lepiej pisać o tym, jak go czytamy, dawać świadectwo lektury, a więc mówić o tym, co dzieje się z nami, co z nami pod wpływem jego dzieła się stało? Zwłaszcza że im więcej czytamy o Różewiczu, tym mniej o nim wiemy”.

MAŁGORZATA WÓJTOWICZ