HEBEL: Hłasko w anegdocie*

Rys. Roksana Maksysz. Portret Marka Hłaski.

W środkach masowego przekazu najczęściej mamy do czynienia z przekoloryzowanym wizerunkiem Marka Hłaski, na co złożyły się rozpowszechniane “pocztą pantoflową” anegdoty z udziałem pisarza. Nieraz niezweryfikowane lub zniekształcone przez upływ czasu informacje utrwaliły w powszechnej świadomości nie do końca prawdziwy wizerunek Hłaski, przez co trudno już jest oddzielić prawdę od fałszu. Szczególnie prasa brukowa, jeśli jeszcze przy jakiejś okazji wspomina o Hłasce, koncentruje swoją uwagę głównie na romansach, skandalach, alkoholu czy – mówiąc krótko – jego burzliwym życiu. Nie licząc biografii pisarza czy prac naukowych, w prasie wysokonakładowej w zasadzie nie poświęca się miejsca jego wielkiemu talentowi literackiemu i genialnej wręcz twórczości, która wyjątkowo dobrze wytrzymała próbę czasu.

Na wiele anegdot, których bohaterem jest Hłasko, należy spoglądać z dużym przymrużeniem oka, jak choćby na przytoczoną przez jednego z publicystów historyjkę: “[…] zmęczony Hłasko szedł Krakowskim Przedmieściem. Wstąpił do kościoła Świętego Krzyża. Ułożył się na podłodze. Kożuch posłużył za materac. Postać leżącą w pobliżu ołtarza zauważył ksiądz. Potrząsnął śpiącym, pytając, co tutaj robi. »Odpierdol się, nie widzisz, że pokutuję?« – usłyszał”[1]. Z drugiej strony, nie należy deprecjonować żadnej anegdoty, której bohaterem jest Marek Hłasko; warto natomiast zawarte w nich fakty weryfikować co najmniej w kilku źródłach, żeby nie “przyprawić gęby” pamięci o jednym z naszych bardziej utalentowanych pisarzy i nie dokonać na niej gwałtu. Można mieć zaufanie do faktów przedstawianych przez Andrzeja Czyżewskiego, ciotecznego brata pisarza i jego biografa, który bynajmniej nie miał żadnego interesu w tym, by pisać o Marku rzeczy niesprawdzone czy kłamliwe, mające jedynie na celu wywołanie taniej sensacji.

Ciekawą kwestią jest, że anegdota towarzyszyła Markowi Hłasce już od czasu chrztu, który przyjął w kościele Zbawiciela w Warszawie. Miał wtedy niecałe dwa lata, kiedy rodzice w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia przyprowadzili małego chłopca w odświętnym garniturku do znajdującego się w pobliżu ulicy Śniadeckich kościoła. Jak napisał jeden z biografów Hłaski, przyszły pisarz “Był już na tyle dorosły, że mógł sam odpowiadać księdzu udzielającemu mu chrztu”[2]. W podniosłej, świątecznej atmosferze i w obecności rodziny na pytanie, czy wyrzekasz się złego ducha, przyszły pisarz “[…] spokojnie a dobitnie odpowiedział »nie«”[3]. Ceremonię przerwano i na zakrystii zaczęły się pertraktacje z małym Markiem, którego ostatecznie udało się przekupić i w końcu na zadane przez księdza pytanie udzielił takiej odpowiedzi, jakiej oczekiwali zgromadzeni w kościele goście. Anegdotę związaną z chrztem Hłaski interpretowano jako “[…] złowieszczą zapowiedź losów chłopca, który nie chciał wyrzec się złego ducha”[4]. Nikt nie wpadł na pomysł, żeby spojrzeć na to wydarzenie inaczej – jako na tkwiącą w małym chłopcu ciekawość, żeby sprawdzić, jak jest naprawdę i co się stanie, jeżeli odpowie niezgodnie z oczekiwaniami. Anegdota ta bardzo zapadła w pamięci Andrzejowi Czyżewskiemu, który napisał, że “Relacja z chrztu Marka krążyła w obu rodzinach, powtarzana przy każdej okazji; była tak sugestywna, że po pewnym czasie zdawało mi się, że sam uczestniczę w tej scenie”[5].

Maria Hłasko wspomina Marka z czasów dzieciństwa: “On potrafił za nogę mnie złapać i krzyczeć: »To jest moja prywatna matka! Ja ją sobie wybrałem!«”[6]. Znane jest też inne zdarzenie, kiedy Marek jako dziecko bawił się ze swoim ciotecznym bratem Andrzejem i nieoczekiwanie zaczął zalewać się łzami. Maria Hłasko tak to zapamiętała: “Andrzej jest starszy o trzy lata. Mówi z olimpijskim spokojem: »Ciociu, bo ja mu powiedziałem, że wszyscy ludzie umierają i ty też umrzesz, a on zaczął tupać nogami i powiedział, że ty nigdy nie umrzesz«. No przecież nie mogę mu powiedzieć, że nie umrę… »No więc słuchaj, jesteś teraz małym chłopcem, potem będziesz większym chłopcem, dużym chłopcem, młodym panem. Potem ożenisz się, będziesz miał dzieci…«. I tak ciągnę w nieskończoność… »I dopiero jak będziesz taki staruszek, staruszek, staruszeczek, to wtedy ja umrę«. On słucha cały czas z wielką uwagą… Patrzę, łzy, ale to potok… I mówi: »I ty mnie, takiego staruszka, staruszeczka zostawisz na świecie sierotą?«”[7].

Istną kopalnią anegdot na temat Marka Hłaski jest jego książka “Piękni dwudziestoletni”, w której napisał m.in.: “Szkoły nie skończyłem; częściowo na skutek komplikacji rodzinnych, częściowo na skutek idiotyzmu, stwierdzonego przez nauczycieli”[8]. To oczywiście kolejna poza Marka Hłaski, który w celu kreowania własnej legendy w udany sposób przybrał maskę buntowniczo-awanturniczą. Za prawdę zaś wypada uznać, że w szkole najlepiej wychodziło mu pisanie wypracowań i że w pewnej mierze za to, że sięgnął po pióro i zaczął na poważnie pisać, odpowiada jego matka, która podsuwała mu do czytania książki, aż stało się to jego “drugim nałogiem”. Także w “Pięknych dwudziestoletnich” Hłasko wspomina o Zjeździe Młodych w Oborach, gdzie “Była tam jedna dziewczyna […] była wyjątkowo ładna. Pewnego dnia odczytała nam fragment swojej prozy; była to opowieść o funkcjonariuszach bezpieki. […] patrząc na śliczną buzię czytającej, myślałem sobie: Dlaczego ona nie może zostać po prostu dziwką? Dlaczego musi jeszcze pisać?”[9]. Znowu więc uwidacznia się u Hłaski pozowany mizoginizm. Identycznie zresztą rzecz się miała z jego rzekomym alkoholizmem. Niektórzy ze znajomych zapamiętali go jako człowieka uwielbiającego pozować, grać i przy tym świetnie się bawić. Po wielu latach Jerzy Urban, znajomy Hłaski z “Po Prostu”, powiedział: “Hłasko pozował na Hemingwaya, na Bogarta, na Jamesa Deana. Różne miał tego rodzaju modne wówczas postacie za źródło inspiracji i popadał w kabotyństwo. W miarę, jak towarzystwo oczekiwało od niego, że on coś wykona – jakieś przedstawienie da, jakiś monolog wygłosi, jakiś kieliszek zje, jakąś kobietę pobije, nóż sprężynowy przeciw komuś wyciągnie, to on starał się sprostać temu społecznemu zamówieniu, żeby być ostoją towarzystwa”[10]. To by się o tyle zgadzało, że – jak twierdził Roman Śliwonik – Hłasko “[…] lubił, żeby ludzie go lubili”[11].

Śliwonik też został bohaterem jednej z anegdot o Hłasce. Raz o północy stanęli obaj do pojedynku na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Miała to być bójka w westernowym stylu; jeden zrzuca z siebie biały szoferski kożuch, drugi – kładzie na krawężniku kurtko-kożuch. Zbliżają się do siebie, krokiem zapewne nieco filmowym, przyjmują postawy bokserskie, żeby po chwili wspólnie wylądować w jednej ze staromiejskich knajp. Śliwonik dodaje, że jak zawsze na Marka czekała dorożka pana Romana, który później zawiózł ich do Bristolu. Niedoszły uczestnik pojedynku z autorem “Pierwszego kroku w chmurach” w swojej książce twierdził, że na Hłaskę narzekała kiedyś szatniarka w Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu, pani Helenka, która opowiadała Śliwonikowi: “Wczoraj przed południem, gdzieś około jedenastej […] pan Hłasko telefonował z aparatu przy szatni, a ponieważ był trochę tego, wie pan, to osunął się na kolana i rozmawiał, klęcząc, a jakiś pan zapytał pana Marka, z kim rozmawia na klęczkach, a pan Marek na to: »Z Panem Bogiem«”[12].

Znacznie ciekawsze wydaje się wspomnienie Romana Śliwonika o tym, jak to jechał z Bristolu z Markiem Hłaską taksówką w konwoju, w którym towarzyszył im jadący za nimi swoją dorożką pan Roman i milicyjny radiowóz. Pan Roman – jak już wiemy – zawsze jeździł za Hłaską po nocnych lokalach, natomiast co do milicyjnego radiowozu – “Marek wysiadł z taksówki, podszedł do radiowozu i obdarował milicjantów paczkami amerykańskich papierosów”[13]. Jechali tak przez cały Nowy Świat w Warszawie, a w efekcie obdarowania przez Hłaskę stróżów prawa amerykańskimi papierosami, milicjanci zapewnili im “ochronę” od Foksal aż do Wiejskiej, gdzie Marek wszystkim zapłacił…

Anegdot o Marku Hłasce krąży jeszcze bardzo wiele, więc niektóre z nich można od czasu do czasu usłyszeć. Są i takie opinie na temat pisarza, że “[…] uwielbiał szokować swoimi poglądami i zachowaniem. Brutalny cynik i oddany przyjaciel, obiekt adoracji kobiet i człowiek, który wykorzystywał uwielbienie mężczyzn o homoseksualnych preferencjach. Osobnik uzależniony od alkoholu i pisarz o wielkim literackim talencie, może nawet największym w dziejach PRL”[14]. Jerzy Giedroyc, który znał Hłaskę osobiście, na temat jego alkoholizmu – i to nie jako jedyny – miał zupełnie inne zdanie: “To było zgrywanie się… W moim przekonaniu to nie był zupełnie alkoholik, tylko odgrywał rolę alkoholika”[15]. Podobną opinię wyrażała Sonja Ziemann, jedyna żona Hłaski, z którym siłą rzeczy była dość blisko związana, a także znający pisarza od dziecka jego cioteczny brat i biograf – Andrzej Czyżewski.

Co innego w swojej dość sensacyjnej książce stwierdza Sławomir Koper: “Pisarzowi zdarzały się również pobyty na izbie wytrzeźwień. Kiedyś po długiej pijatyce z Henrykiem Berezą uciekł nago (!) i kontynuował libację jeszcze przez wiele godzin. Okryty był tylko serwetą dostarczoną przez Jerzego Putramenta, co nie przeszkadzało mu kilka razy zmieniać miejsca pobytu…”[16]. Warto też dodać, że “[…] opowieści o ordynarnych zachowaniach Hłaski najczęściej tworzyli ludzie, którzy na co dzień na własny użytek, używali języka prymitywnego i chamskiego. Podobnie jest z opowieściami o piciu. Tworzyli je ci, którzy najbardziej go do tego picia namawiali i przymuszali”[17].

Jak prawie każdy artysta, także i Marek Hłasko był dość niestabilny i uwielbiał teatralizować codzienność. Radosław Młynarczyk min. stwierdza, że “Z honorariów za drukowane w prasie opowiadania stawiał całej knajpie kolejkę, po czym nie wychylając ani kropli, wychodził po cichu. Innym razem wpadał do lokalu z rozmachem, rozbijał szkło, wyzywał ludzi i prowokował bójki”[18].

Można też spotkać się z opinią, że Hłasko miał lekceważący stosunek do życia. Przyjmował więc pozy, być może po to, by móc się przed tym prawdziwym życiem bronić, w konsekwencji czego wykreował legendę “buntownika bez powodu”. Z wyglądu miał być “twardym facetem” z zasadami, którego jednak nie opuszczało typowe dla niego poczucie humoru. Po wyjeździe z Polski, w czasie pobytu w Paryżu dla czasopisma “L`Express” udzielił wywiadu, w którym na pytanie o to, czy kiedykolwiek zajmował się działalnością polityczną, odpowiedział: “Pożyczyłem kiedyś tysiąc złotych od członka partii i nigdy mu ich nie oddałem… Tyle miałem do czynienia z polityką…”[19]. Bliski znajomy Marka Hłaski z Izraela – Jerzy Preiss powiedział, że Marek Hłasko “Wzbudzał emocje, bo był fajny, młody, piękny, wypowiadał się bardzo niekonwencjonalnie, np. na pytanie »Panie Hłasko, dlaczego pan tyle pije?«, odpowiedział: »Bo to jest moja odpowiedź na stworzenie świata«. A na pytanie, dlaczego chce wrócić do Polski, powiedział: »Bo zostawiłem moją szczotkę do zębów u Agnieszki Osieckiej«”[20].

Z kolei przed wyjazdem z kraju Markowi zdarzały się takie incydenty, jak np. zaproszenie pięknej dziewczyny w Kameralnej do stolika, przy którym siedział z Jerzym Urbanem. Jak napisał biograf Hłaski, pisarz “Adorował ją cały wieczór […] wyznawał nawet natychmiastową miłość – po czym nagle kazał jej opuścić lokal i zwyzywał od najgorszych. Tak zwyczajnie, bez powodu, jakby nagle przebudził się ze snu”[21]. Gdy jeszcze Marek nie miał własnego mieszkania, a z dość oczywistych względów po alkoholowej imprezie nie chciał nocować u matki i ojczyma, często w redakcji “Po Prostu” reportażystka Barbara Seidler “[…] zastawała pogrążonego w głębokim śnie Hłaskę. Zwinięty na biurku w pozycji embrionalnej budził litość i współczucie; w pomieszczeniu unosiła się zatęchła woń przetrawionego alkoholu”[22]. Kto wie, czy noclegi w redakcji “Po Prostu” przez znajdującego się pod wpływem alkoholu Hłaskę, nie były częścią wyreżyserowanego przez niego spektaklu. On także, jak i niektórzy inni nasi twórcy, z uwielbieniem oddawał się życiopisaniu, konsekwentnie kreując swoją wielką legendę. Zresztą nie ukrywał, że “Uszczęśliwiało go, gdy unosił się wokół niego fetor wielogodzinnego picia, twarz zdobiły sińce, a w nogach czuł kilometry przemierzanych przedmieść”[23]. Być może Hłasko uważał, że kobiety pociągają rozpijaczeni brutale i systematycznie przyjmował pozę swobodnego kowboja z amerykańskiego westernu. Musiało to przynosić efekty, skoro na imieniny od swoich wielbicielek dostawał nawet kartki z wierszowanymi życzeniami: “Gdybym miała władzę nad losu zmianami/ Mareczku mój miły z jakimże weselem/ Dałabym Ci wszystkie bogactwa tej ziemi/ Gdyż masz być mi moim Drogim Przyjacielem/ W dzień Twego imienia dałabym Ci więcej/ Bo wiedząc, że w Twojej rywala rozterce/ Ten lepszym bratem kto kocha goręcej/ Dałabym Ci drogi chętnie moje serce./ Bożena B./ Konstancin dn. 25 IV 54″[24].

JAROSŁAW HEBEL

 

* Fragment książki Jarosława Hebla, pt. “Legenda Marka Hłaski”, która ukaże się już wkrótce (sierpień/ wrzesień br.) nakładem “Mojej Przestrzeni Kultury” (MPK). Redakcja i korekta – Magdalena Polanowska. Obraz portretu Marka Hłaski na pierwszej stronie okładki – Roksana Maksysz. Patronat medialny – “Szuflada_net”, “Akant”, “Bezkres”, “Literackie Podróże”. Książkę będzie można nabyć poprzez stronę “Mojej Przestrzeni Kultury” (MPK). PolecaMY!


PRZYPISY:

[1] Andrzej Gass, “Hłasko: pożeracz kieliszków”, http://focus.pl [dostęp z dnia: 24.11.2009].
[2] Andrzej Czyżewski, “Piękny dwudziestoletni”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 7.
[3] Tamże.
[4] Tamże, s. 8.
[5] Tamże.
[6] Maria Hłasko w filmie “Piękny dwudziestoletni” (1986) w reż. A. Titkowa.
[7] Tamże.
[8] Marek Hłasko, “Piękni dwudziestoletni”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2020, s. 9.
[9] Tamże, s. 43-44.
[10] Jerzy Urban w filmie “Z nimi żyłem, z nimi piłem, ich kochałem – Marek Hłasko” (1999) w reż. Jana Sosińskiego.
[11] Roman Śliwonik, “Portrety z bufetem w tle”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2019, s. 41.
[12] Tamże, s. 107.
[13] Roman Śliwonik, “Portrety z bufetem w tle”, dz. cyt., s. 42.
[14] Sławomir Koper, “Skandaliści PRL”, Czerwone i Czarne, Warszawa , s. 18.
[15] Jerzy Giedroyc w filmie “Z nimi żyłem, z nimi piłem, ich kochałem – Marek Hłasko”, dz. cyt.
[16] Sławomir Koper, “Skandaliści PRL”, dz. cyt., s. 49.
[17] Andrzej Czyżewski, “Piękny dwudziestoletni”, dz. cyt., s. 148.
[18] Radosław Młynarczyk, “Hłasko. Proletariacki książę”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020., s. 152.
[19] Marek Hłasko w wywiadzie dla “L`Express”, “Krzyk młodego Polaka”, [w] “Hłasko nieznany”  (pod red. Piotra Wasilewskiego), Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1991, s. 206.
[20] Jerzy Preiss w filmie “Z nimi żyłem, z nimi piłem, ich kochałem – Marek Hłasko”, dz. cyt.
[21] Radosław Młynarczyk, “Hłasko. Proletariacki książę”, dz. cyt., s. 152.
[22] Tamże, s. 153.
[23] Tamże.
[24] Andrzej Czyżewski, “Piękny dwudziestoletni”, dz. cyt., s. 147.