SEGIET: Autograf – wspomnienie o Czesławie Niemenie

Fot. YouTube. Na zdjęciu Czesław Niemen.

Byłam jedną z wielu osób, które czekały pod opolskim hotelem na festiwalowe gwiazdy. Wtedy było bardzo mało tego rodzaju imprez – to był jeden z czterech festiwali piosenki odbywających się wówczas w Polsce. Dla mnie najważniejszy, bo dostępny. Sławy, które znałam z ekranu telewizora, nagle chodziły tymi samymi ulicami, po których – trzymana przez mamę za rękę – mogłam spacerować. Byłam małą dziewczynką, jak dziesiątki innych dzieci zabiegającą o autografy.

Przekonałam mamę, że najlepszym miejscem do zdobycia podpisu będzie hotel, w którym zatrzymali się artyści. Po godzinach oczekiwania, podczas których rzeczywiście do budynku wchodziło bardzo wielu z nich, można było spełnić dziecięce marzenie. Niektórzy bardzo chętnie zatrzymywali się przy fanach. Podpisywali się na wszystkim, co ktoś podał. Całe grupy dzieci i młodzieży przecinały gwiazdom drogę. Nagle pod hotel podjechał ktoś wyjątkowy. Ubrany inaczej niż pozostali, dostojny, ciemnowłosy, nonszalancki, wyróżniający się z tłumu. Wszyscy skierowali się w jego stronę, ale – prawdopodobnie z nadmiaru zainteresowania jego osobą – chciał ominąć tłum i w końcu zniknąć w holu, żeby móc odpocząć. Jednak spojrzał na najwyższą i jednocześnie najstarszą osobę w grupie. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, podszedł i spytał:

– Czy pani na mnie czeka?

– Tak. Czekam na pana, bo moja córka bardzo chciałaby mieć pana autograf.

Wtedy jego oczy powędrowały w stronę córki. W moją stronę! Uśmiechnął się, mówiąc do mojej mamy:

– Jest pani odważna i dzielna, żeby stać pośród tej młodzieży. Oczywiście, podpiszę się.

Miałam przygotowany notesik, zaczęłam go nieśmiało podawać, wtedy spojrzał jeszcze raz na moją mamę i powiedział:

– Za odwagę, za to, że pani tutaj na mnie czekała, dam nie tylko autograf.

Kiedy stałam z wyciągniętą, oczekującą, dłonią on oddalił się w stronę samochodu. Wydawał mi się bardzo miły, więc nie traciłam nadziei. na autograf Nie myliłam się, wrócił! Spytał, jak mam na imię, i dał swoje zdjęcie, na którym widniała dedykacja. Jeszcze chwilę porozmawiał z moją mamą i zaczął odchodzić w stronę hotelowych drzwi. Wtedy ona powiedziała:

– Panie Czesławie, proszę tego nie robić. Proszę nie zostawiać bez autografu tej plejady wielbicieli pana twórczości.
Odsunął z twarzy rozwiane włosy, spojrzał ze zdziwieniem i skonstatował:

– Jest pani bardzo odważna.

– Jestem, bo oni czekają tak jak my – kilka godzin. Nie wystarczy im to, że pana widzieli, proszę dać im swój podpis.
Uśmiechnął się i przytaknął:

– Ma pani rację. Jestem bardzo zmęczony, ale dam. Oni też czekają.

Znowu podszedł do samochodu i wrócił ze zdjęciami, na których kreślił swoje imię i nazwisko. Rzeczywiście, “dziwny jest ten świat”, skoro zmęczony artysta dał się przekonać do czegoś, na co pewnie nie miał już ochoty.

Po latach – tak naprawdę liczonych w dziesiątkach – wraz z mamą miałam przyjemność uczestniczyć w wernisażu jego małżonki, on – z powodu złego stanu zdrowia – nie mógł przyjechać. Później udało nam się porozmawiać z żoną Czesława Niemena, opowiedzieć jej historię naszego spotkania z jedną z największych gwiazd polskiej sceny muzycznej. Słuchała z zaciekawieniem. Później powiedziała:

– Tak, to jest cały on. Wiecie panie, słyszałam tę historię, opowiedział mi ją przed laty. Cieszę się, że mi ją przypomniałyście.

– Proszę pozdrowić męża od nas – dopowiedziała moja mama.

– Pozdrowię od pań. Ucieszy się.

Niedługo po rozmowie z żoną bohatera tych wspomnień świat obiegła informacja o śmierci artysty. Odszedł człowiek, ale zostawił niezapomniane utwory, które przetrwają. A wraz z nimi pamięć, o tym, którego nie ma, a jednak nadal jest. I będzie. Słowa “dziwny jest ten świat” jeszcze długo, bardzo długo będą kojarzyć się tylko z nim. Tak jak “Sen o Warszawie” (do słów Marka Gaszyńskiego) czy “Wspomnienie” (do słów Juliana Tuwima) – jego przepustka do trwania…

 

ELIZA SEGIET