MAKSYSZ: Filmy Smarzowskiego a narodowe tabu

Kadr z filmu „Drogówka” (2013).

Filmy Wojciecha Smarzowskiego odgrywają coraz większą rolę w budowaniu polskiej tradycyjności. Fabuły tych produkcji odnoszą się do rozpoznawalnych struktur oraz najtrudniejszych tematów. To dzięki temu Smarzowski stał się jednym z najbardziej docenianych reżyserów i scenarzystów współczesnego kina polskiego, gromadząc przed ekranem coraz szerszą publiczność.

W swoim debiutanckim pełnometrażowym filmie „Wesele” (2004) Smarzowski ukazał liczne wady narodowe, np. takie jak pijaństwo, korupcja i łapówkarstwo. Reżyser zobrazował tradycyjne podejście do zaślubin, gdzie zgodnie z powiedzeniem „postaw się, a zastaw się” największe znaczenie ma postrzeganie uroczystości przez społeczność – wspólnotę gości. Z drugiej jednak – w filmie tym dostrzec można treści i sceny, w których patologiczne zachowania stają się powszechnie akceptowalną normą.

Do najbardziej charakterystycznych filmów Smarzowskiego, w których problem korupcji i alkoholizmu stanowi główne ogniwo w budowaniu fabuły – obok „Wesela” – także należy zaliczyć „Dom zły” (2009) i „Drogówkę” (2013). Bohaterowie tych filmów to obywatele z różnych grup społecznych, niejednakowi pod względem statusu oraz pełniący odmienne role zawodowe. Niezależnie od tego, kim są bohaterowie – czy są to urzędnicy, politycy, duchowni, kucharki czy ojcowie rodzin – łączy ich brak zasad moralnych i nadużywanie alkoholu. W każdym z tych filmów pojawiają się obrazy alkoholowych libacji, a więc często widzimy nietrzeźwych bohaterów. W związku z tym można odnieść wrażenie, że nadmierne spożywanie alkoholu w różnych sytuacjach życiowych czy zawodowych jest czymś zupełnie normalnym i przede wszystkim akceptowalnym.

Jako współscenarzysta „Sezonu na leszcza” (2000, reż. Bogusław Linda) Smarzowski podtrzymał napięcie budujące dramatyzm z filmu popularnego, zachowując równocześnie główne przesłanie „ukryte” za schematami komediowymi i sensacyjnymi. Natomiast film „Pod Mocnym Aniołem” (2014) może widza zaskoczyć i przerazić rozwojem sytuacji. Trudno jednakże powiedzieć, czy był to zamierzony efekt. Scenariusz tego filmu oparty jest na autobiograficznej prozie Jerzego Pilcha. Mówiąc krótko, film przedstawia dramat głównego bohatera – pisarza, który traci kontrolę zarówno nad upływającym czasem, jak i nad swoim nałogiem alkoholowym oraz życiem. Obraz głównego bohatera (w tej roli Robert Więckiewicz), wkomponowany w świat alkoholizmu i głębokiej destrukcji, można określić jako równię pochyłą w nicość. W jednej z recenzji filmu, opublikowanej przez Damiana Drabika na stronie internetowej „Mechanicznej Kulturacji”, można przeczytać: „Tym razem Wojciech Smarzowski już nawet nie udaje, że kręci film o czymś innym. »Pod Mocnym Aniołem« jest kinem o alkoholizmie, jest dziełem przesiąkniętym wódką na każdym milimetrze taśmy filmowej […] to szare, paskudne i w gruncie rzeczy przerażające kino oparte na zapętleniu, monotonii picia. Jedynym pozytywnym akcentem jest tutaj kobieta, w której zakochuje się Jerzy. To ona i tylko ona będzie miała moc, aby wyrwać bohatera z nałogu”.

Smarzowski przyzwyczaił nas do epatowania brudem, bezprawiem i nikczemnością, odrażającą rzeczywistością, nieowijania w bawełnę i ukazywania „czystej prawdy”. Postacie w jego filmach są bezkompromisowe i dalekie od jowialności, często łączą je machlojki i koneksje. Są zagubione, skorumpowane, ale i starające się postępować – w ich mniemaniu – godnie. Bez wątpienia są to bohaterowie wielowymiarowi. I tak też jest w przypadku „Kleru” (2018), w którym to filmie losy czterech duchownych splatają się ze sobą na kilku różnych płaszczyznach. Smarzowski przede wszystkim bierze na warsztat grzechy księży i Kościoła jako instytucji oraz ściśle powiązanego ze sobą sytemu kościelnych patriarchów. Upowszechnienie tak kontrowersyjnego tematu w państwie niby świeckim, ale jednak katolickim, musiało zmierzyć się z różnorodną opinią społeczeństwa. Sam Smarzowski po premierze swojego filmu mówił, że taki właśnie miał zamiar – opowiedzieć o instytucji, a nie o wierze. W filmie tym zdecydowanie mu się to udało. Celem reżysera nie jest bynajmniej naśmiewanie się z katolików, samej religii czy księży, lecz szeroko dyskutowana krytyka wobec eskalacji patologii w Kościele i bezkarności jego przedstawicieli. Warto nadmienić, że scenariusz do filmu „Kler” powstawał dwa lata, a sytuacje, które widzimy w tym filmie, są inspirowane prawdziwymi wydarzeniami.

Co by nie mówić, „Kler” jest chyba pierwszą produkcją w kraju poruszającą problem pedofilii w Kościele Katolickim i stanowi doskonały wstęp dla dokumentu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” (2019). Tematy dotyczące pedofilii czy korupcji w Kościele od premiery filmu „Kler” nie przestają intrygować i zapewne wciąż będą powracać, bowiem społeczeństwo oczekuje swoistego „oczyszczenia” Kościoła Katolickiego z osób będących dla swych wiernych skazą moralną.

Filmy Wojciecha Smarzowskiego bez wątpienia cechuje spójność. Reżyser zachowuje swój styl przez częste powracanie do trudnych, wręcz „niewygodnych” tematów. Jego filmy są bezceremonialne i emanują autentycznością. To autorskie podejście okazało się szczególnie cenne w zrealizowanych przez Smarzowskiego narracjach historycznych – zarówno w kameralnej „Róży” (2012), jak i pełnym rozmachu „Wołyniu” (2016). W 2012 r. na łamach tygodnika „Polityka” ukazała się recenzja „Róży”, o której Zdzisław Pietrasik napisał: „Reżyser Wojciech Smarzowski powtarza, że zrobił film o miłości w czasach nieludzkich. Ten wątek jest w »Róży« pokazany z wielką czułością, zarazem bez sentymentalizmu i uproszczeń, z zaskakującym zakończeniem. Ale może jeszcze bardziej jest to opowieść o nieludzkich czasach. O zgwałconej mazurskiej ziemi”. Z kolei „Wołyń” podsumował sam reżyser podczas dyskusji zorganizowanej w gronie ekspertów od polityki wschodniej, m.in. mówiąc: „Jest on wymierzony przeciwko nacjonalizmowi”. Film ukazuje realia polsko-ukraińskiego antagonizmu w czasach II Wojny Światowej. To obraz rzezi, jakiej dopuścili się Ukraińcy na polskiej ludności. Obraz utrzymany jest w klimacie „Róży”, jednak ma o wiele bardziej okrutny wydźwięk. Rozliczenie tego bestialstwa, jakiego dopuścili się banderowcy, tak naprawdę do dzisiaj ciąży na relacjach polsko-ukraińskich. W jednym z wywiadów Smarzowski m.in. powiedział: „Na ten film chuchałem z każdej strony. Nie rozumiałem tego bestialstwa, dlatego każdy etap konsultowałem. Dzikość idzie nie ze Wschodu, ale z człowieka, gdy się go wyposaży w pewną ideologię”.

Dla widza Smarzowski to reżyser i scenarzysta o paradoksalnie patriotycznych przekonaniach i bez wątpienia entuzjasta polskości. Kreuje rzeczywistość w spójny i charakterystyczny sposób dla stworzonego przez siebie bezprecedensowego gatunku filmowego. Nie boi się podejmować trudnych tematów, dzięki czemu każdy jego kolejny film wzbudza być może kontrowersje, ale niewątpliwie zmusza do przemyśleń nad tym, co trudne, zawiłe i stanowiące narodowe tabu.

Na uwagę zasługują również aktorzy grający w filmach Wojciecha Smarzowskiego. Reżyser często współpracuje przy kolejnych produkcjach z tymi samymi aktorami, pojawiającymi się choćby w epizodycznych scenach lub na drugim planie. Do osób grających co najmniej trzykrotnie w jego filmach i będących niejako „aktorami Smarzowskiego”  należałoby zaliczyć: Mariana Dziędziela, Arkadiusza Jakubiaka, Bartłomieja Topę, Mikołaja Trzaskę, Roberta Więckiewicza, Agatę Kuleszę, Roberta Wabicha, Lecha Dyblika, Andrzeja Zaborskiego, Jerzego Rogalskiego, Marcina Dorocińskiego, Eryka Lubosa, Kingę Preis, Jacka Braciaka, Izabelę Kunę oraz Krystynę Rutkowską-Ulewicz.

Nikt chyba nie powinien mieć wątpliwości, że popularność kina Smarzowskiego prawdopodobnie wynika z doskonałego łączenia trudnych tematów z tradycjonalizmem narodowym, co z kolei znajduje zrozumienie u widzów z różnych pokoleń. Zarówno u tych, którzy pamiętają jeszcze czasy PRL-u i machinę działań kombinatu komunistycznego, jak i budujących swoją narodową świadomość w obecnych, pluralistycznych czasach.

ROKSANA MAKSYSZ