BILIŃSKA-STECYSZYN: Maleńka wielka Krystyna

Fot. Domena publiczna. Znicze i kwiaty składane przed Teatrem Nowym w Poznaniu po śmierci aktorki.

Przed stu sześciu laty (1 marca 1916 r.) urodziła się Krystyna Feldman, aktorka filmowa i teatralna. Jak o niej pisano: mistrzyni drugiego i trzeciego planu – przynajmniej do czasu gdy zagrała rolę główną, w filmie Krauzego “Mój Nikifor”. Rolę życia.

To dość smutne, ale i w dobie mass mediów znamienne, że choć stworzyła tyle wyrazistych, wspaniałych kreacji, przez masową widownię zapamiętana została głównie jako babcia Rozalia z telewizyjnego serialu “Świat według Kiepskich”. Ona sama bardzo tej łatki nie lubiła i podczas spektakli w poznańskim Teatrze Nowym zdarzało się podobno, że gdy z widowni dobiegał tekst “O, babka Kiepska”, potrafiła na chwilę “wypaść z roli”, odszukać delikwenta wzrokiem i wymownym spojrzeniem dać mu do zrozumienia, jak niestosowne jest jego zachowanie.

Była kobietą wielu talentów, także plastycznego i literackiego. Pisała wierszyki dla kolegów z teatru, a jej spadkobiercy wśród pamiątek po aktorce (zmarłej 24 stycznia 2007 r.) odnaleźli powieść “Światła, które nie gasną”. Jest to – jak powiedział Michał Pabian, dramaturg Teatru Nowego – “opowieść o tym, jak wygląda teatr od kulis. Wątki obyczajowe mieszają się z tym, co tylko aktor jest w stanie dostrzec: z wielką pasją, uporem i stresem związanym z tworzeniem ról, przygotowywaniem spektaklu”.

Widziałam kiedyś Krystynę Feldman na jednym z poznańskich osiedli, gdzie mieszkała (dziś znajduje się tam mural z jej twarzą). Maleńka, filigranowa kobietka, ale bardzo jeszcze wtedy dziarska i rozpoznawalna. W Poznaniu spędziła ostatnich trzydzieści lat swojego życia. Poznaniacy ją kochali. Po śmierci aktorki “podarowali” jej uliczkę: znajdujący się na tyłach Teatru Nowego Zaułek Krystyny Feldman; a kilka lat później – wspomniany mural.

Role zagrane przez tę wielką aktorkę kojarzę nie tyle nawet w powiązaniu z tytułami konkretnych filmów, ile poprzez wyrazistość kreowanych przez nią postaci. A była ich pełna gama, bo potrafiła zagrać zarówno hrabinę, jak i żebraczkę, nie mówiąc już o rolach ciotek i babć, które stanowiły jedną z jej specjalności. Najbardziej pamiętam ją jako szurniętą zdewociałą ciotkę głównego bohatera w filmie Piwowarskiego “Yesterday” i jako żebraczkę Agatę z “Dwóch księżyców” Barańskiego.

No i oczywiście jako Nikifora Krynickiego. Genialna kreacja – ale o tym wiedzą wszyscy. Ciekawostką jest, że to nie była jedyna rola męska Krystyny Feldman, bowiem grywała takowe kilkakrotnie, począwszy od roku 1944, gdy w teatrze lwowskim zagrała Staszka w “Weselu” Wyspiańskiego. Ja widziałam Krystynę Feldman na scenie Teatru Nowego w spektaklu “Kuglarze i wisielcy”, wystąpiła w nim jako Lord Kanclerz – a więc też mężczyzna.

Miała duże poczucie humoru. Ilustruje to na przykład sprawa chuligańskiego napadu na nią (niedługo przed zagraniem roli Nikifora, a więc miała już ponad 80 lat), co zakończyło się nie tylko obrabowaniem jej, ale też pobytem w szpitalu i operacją. Zniosła ją nadzwyczaj dzielnie i szybko wróciła do względnej sprawności, ani na moment nie porzucając myśli o zagraniu w filmie Krauzego. Na sali sądowej, gdy odbywał się proces trójki napastników, żartowała, że jeden z nich dlatego zaatakował ją od tyłu, pchnął w plecy, bo “pewnie obawiał się mnie, jestem przecież dużej postury”.

Wymyśliła też podobno epitafium na swój nagrobek: “Nie dziw się wcale, przechodniu kochany,/ że ten mały grobek taki rozkopany./ Tu leży Feldman, co nawet po śmierci/ zamiast w grobie leżeć, to się w grobie wierci”.

W pamięci widzów Krystyna Feldman z pewnością pozostanie jak tytuł jej powieści – jak światło, które nie gaśnie.

HANNA BILIŃSKA-STECYSZYN