TULIK: Malinowski, Aborygeni i Witkacy

Fot. Autoportret Witkacego. Domena publiczna.

Zainteresowania Witkacego magią, ezoteryką i filozoficznymi refleksjmi, które przebrzmiewają w jego twórczości, trzeba łączyć z postacią Bronisława Malinowskiego króla antropologii sprzed stulecia, twórcy współczesnej antropologii którego postaci żaden uczony na świecie nie pomija. Lecz są i inni, którym autor “Nienasycenia”  zawdzięcza dobrą myśl. Będą to barwny pisarz Ferdynand Ossendowski czy znakomity filozof Jan Leszczyński.

Bronisław Kasper Malinowski urodził się w Krakowie 7 lub 8 kwietnia (różne źródła) 1884 roku. Jego ojciec był członkiem Akademii Umiejętności oraz profesorem filologii słowiańskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Malinowski w swoich pamiętnikach wspomina jednak o ojcu jako etnografie. Na Uniwersytecie Jagiellońskim studiował fizykę i matematykę, potem doszła do tego filozofia, którą wybrał na tematykę pracy doktorskiej (“O zasadzie ekonomii myślenia”). Wyjazdy z matką (z przyczyn zdrowotnych) do Włoch i na Wyspy Kanaryjskie zrodziły w młodym człowieku szczególną ciekawość świata, odmiennych, fascynujących kultur. Lektura “Złotej gałęzi” Jamesa Frazera pomogła Malinowskiemu podjąć życiową decyzję. Uznał bowiem, że antropologia jest równie ważną nauką, co starożytne nauki ścisłe. Z Frazerem nawiązał przyjaźń, zaowocowało to napisaniem przez autora “Złotej gałęzi” przedmowy do “Argonautów zachodniego Pacyfiku”.

Podróżował, poznawał wybitnych intelektualistów. Wielu z nich to elita modnego wówczas ośrodka spotkań, czyli Zakopanego. Zaprzyjaźnił się tam między innymi ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, z którym później wyjechał na antypody, Leonem Chwistkiem, Stanisławem Micińskim, aktorami, krakowską bohemą. Zresztą krąg znajomych intelektualistów wciąż się poszerzał. Przyczyniły się tego studia w Lipsku i Londynie, poznał “po drodze” takie sławy jak Ignacy Paderewski czy Stefan Żeromski.

Pasja potrzebuje czasem szczęścia, które mogą dawać mądrzy ludzie. Dzięki takiemu wsparciu znalazł się w 1914 roku w Nowej Gwinei, na wyspach Trobrianda, wybrał się do Australii. Pozostał na tym obszarze do 1918 roku, mimo światowych wirów historii. Zabrał tam ze sobą Witkiewicza, ale ten powrócił po kilku miesiącach do Petersburga, żeby wstąpić do elitarnej gwardii carskiej, by walczyć z rogatymi wówczas Niemcami, z nadzieją, że przysłuży się to Polsce. Ale to inny wątek.

W każdym razie sam Malinowski z podziwem patrzył na Witkacego obserwującego z pasją i wnikliwością kulturę nieznany ludów. Witkacy, który uważał filozofię, a tym samym i sposoby myślenia innych ludzi, za główną potrzebę ludzkości, zachwycał się magią tamtejszych mieszkańców, obyczajami, rytuałami religijnymi. Towarzyszyła temu aura ezoteryki – co niejako jest pochodną wierzeń plemion obcych Europejczykowi. Towarzyszyła temu zupełnie nieznana mistyka. Witkacy chłonął system badawczy przyjaciela etnografa.

Twierdził, że sensem jego badań jest poznanie obyczajów tubylców wraz z ich pasjami, namiętnościami. Uważał, że należy poznawać to życie “na miejscu”, wychwytywać szczegóły motywów postępowania grup czy plemion – co miało sprzyjać poznaniu człowieka i kultury ludzkości w ogóle. Jeśli pozna się punkt wiedzenia świata, wraz z uprawianą magią i wierzeniami, pojawia się człowiek pełny. Zatem ważną jest rzeczą – i to podstawa badań Polaka – permanentna obserwacja tubylców, pod każdym względem. Rozmowy, wywiady z nimi. Czyli obserwacja uczestnicząca. Uczony musi się wtopić w tamten klimat, a w związku z tym konieczna jest znajomość ich języka.

Już w pracy doktorskiej (1908) zauważył, że najogólniejszym pojęciem analizującym zależności jest pojęcie funkcji. O antropologii funkcjonalnej Malinowski napisał, że: “zmierza do wyjaśnienia faktów antropologicznych […] przez ich funkcje, rolę, jaką odgrywają w integralnym systemie kultury przez sposób, w jaki pozostają we wzajemnych relacjach w obrębie tego systemu oraz sposób, w jaki system ten zostaje powiązany z otoczeniem”.

W “Argonautach zachodniego Pacyfiku” są to instytucje wymiany rytualnej, w “Zwyczajach i zbrodni w społecznościach dzikich” instytucje prawne i mechanizmy porządku społecznego. Słowem, uczony zamierzał pokazać cały system kształtujący pełnię życia plemiennego. Kultura, jak pisze Malinowski, odgrywa dominującą rolę w życiu człowieka. Odróżnia go to od zwierzęcia, gdyż swoje potrzeby zaspokaja kulturą, odwołując się do wierzeń, tradycji itp. Zatem – kultura jest całością, jest zintegrowanym systemem. W “Życiu seksualnym dzikich” zaznaczył, że ewolucjonista interesował się dotąd kulturą “jako przeżytkami dawnych stadiów”.

W ten sposób każdy składnik kulturowy (obyczaj, słowo, wyobrażenie) zostaje wyrwany ze swojego kontekstu. A konieczne jest postrzeganie ludzkich potrzeb dwojakiego rodzaju: potrzeb pierwotnych, związanych z naturą biologiczną, oraz wtórnych, związanych z ich naturą społeczną. Czyli człowiek artykułuje potrzeby równe światu zwierząt, a więc musi jeść, pić, spać, zaspokajać swój popęd seksualny, zabezpieczyć swój elementarny byt, mieć jakąś norę itp., oraz wyraża sferę potrzeb czysto ludzkich, które to potrzeby współżyją jakby interferencyjnie. Należą do nich m.in. miłość, potrzeba zaspokajania emocji i uczuć. Takie podejście do kultury, w nauce nowatorskie, stało się mimo pewnych modyfikacji kanonem.

Bronisław Malinowski zalecał badaczowi przyjmować postawę aktywnego łowcy, który przebywa wśród ludności tubylczej w różnych porach dnia i nocy, stara się jak najwięcej zobaczyć. Zatem winien uczestniczyć w ceremoniach, obrzędach, posługiwać się językiem tubylców, zyskać ich zaufanie.

Polscy uczeni podkreślają dziś, że dla Witkacego było to niezwykłe przeżycie, doświadczenie, w tym artystyczne i literackie. Uczony i pisarz byli socjologami, etnografami. Badacze wyrażają przekonanie, że gdyby Witkacy nie wyjechał z Australii, być może nauka miałaby dwóch polskich wybitnych antropologów. Stało się inaczej, stąd należy wnosić, że literatura nie straciła, a zyskała autora “Panny Tutli Putli”, która jest zdecydowanie inspirowana pobytem na dalekich wyspach. Lecz to nie koniec inspiracji, przypomnimy o nich, interpretując choćby portrety Witkaca.

Po powrocie do Europy Malinowski wykładał na uniwersytetach w Londynie (tu powierzono mu Katedrę Antropologii oraz wsparto przy uzyskaniu tytułu profesora), w Genewie, w Rzymie, w Wiedniu. W 1938 roku nadarzyła się okazja do wyjazdu “za wielką wodę”. W Stanach Zjednoczonych zastała go druga wojna światowa, na tamtym kontynencie zmarł na atak serca 16 maja 1942 roku, nie doczekał sześćdziesiątki.

JAN TULIK