MODY: Żeby pisać, trzeba pisać…

Fot. Pixabay.com

„Pisanie to latanie we śnie. Kiedy je sobie przypomnisz. Kiedy to potrafisz. Kiedy się udaje. To takie łatwe”.

„Notatnik pisarza”, luty 1992 (cyt. za: Neil Gaiman, „Dymy i lustra” – wstęp, tłum. Paulina Braiter, MAG, Warszawa 2018)

 

Żeby pisać, trzeba… pisać. Żeby dobrze pisać, trzeba czytać, pisać, poprawiać, redagować, poprawiać, redagować, pisać, czytać, poprawiać. Żeby pisać wyjątkowo, trzeba pisać, czytać, poprawiać, redagować, pisać i… mieć to mityczne „coś”. Moim zdaniem to mieszanka talentu, wiedzy i umiejętności. To wyczucie odpowiedniego brzmienia słów. Bo tekst jest jak muzyka, musi brzmieć, musi nieść i nie ma tam miejsca na fałszywe nuty. Nie wszyscy to usłyszą. To zmysł dany nielicznym.

Rozglądam się po internetach i odnoszę wrażenie, że wszyscy teraz chcą tworzyć literaturę. Składają słowa mniej lub bardziej nieporadnie (zazwyczaj bardziej) i przekonani o swoim talencie, zasypują innych grafomańskim bełkotem. Bo im w duszy gra, bo muszą, inaczej się uduszą. Rozumiem, naprawdę, sama lubię śpiewać, ale nie męczę moim wyciem nikogo poza kotami i ewentualnymi sąsiadami, za co przepraszam. Nie staję na ulicy gotowa prezentować mój wątpliwy talent wszem i wobec.

Gorzej, że są tacy, którzy chcą, by ich ocenić. Ale oczywiście ocena ma być „jedyna słuszna”. Masz klaskać, achać, ochać i za nic nie mówić, że lepiej by było dla ludzkości, gdyby ten czy ów osobnik zajął się szydełkowaniem. Dla nich „ocenić” równa się z „docenić” i na nic próby powiedzenia, że styl leży i kwiczy, że literówki, że powtórzenia, i że warto może zapisać się na jakiś kurs pisarski, podszkolić warsztat i się nie zrażać. No i problem w tym, że oni się zrażają jedynie do osoby udzielającej owej rady, do pisania wcale, a o nauce nawet nie pomyślą. Jakby wszyscy zapomnieli, że chodzili do szkoły i żeby w ogóle pisać, najpierw musieli poznać literki, słowa oraz nauczyć się układać zdania, a później całe treści. To nie jest umiejętność dana ot tak. Czy gdy chcemy poznać obcy nam język, nie uczymy się go od podstaw?

Tak samo jest z pisaniem prozy i poezji. Są pewne zasady, które trzeba znać. Można je oczywiście później łamać, ale trzeba wiedzieć, co się łamie i w jakim celu. Jednym ta nauka zajmie więcej czasu, innym mniej. Jeszcze ktoś inny robi to intuicyjnie, ale nadal, wbrew pozorom, sztuka pisarska nie jest taka prosta. Jakub Winiarski, nauczyciel pisania i autor książki „Po bandzie, czyli jak napisać potencjalny bestseller”, mówi tak: „Można malować, muzykować, rzeźbić, a także pisać bez uczestniczenia w kursach, bez studiowania klasyków, i w ogóle bez zaprzątania sobie głowy historią dziedziny, jaką się wybrało. Skoro jednak muzycy mają akademie muzyczne, a malarze i rzeźbiarze akademie sztuk pięknych, może też szkoły pisania nie są takim złym pomysłem. Z nikogo nie da się zrobić Kafki czy Becketta, do tego trzeba talentu, który może być tylko darem natury. Ale rzemiosła pisarskiego, zasad kompozycji, pisania dialogów, tworzenia «żywych» dekoracji, i wielu jeszcze rzeczy, które pisarz, niezależnie od rodzaju uprawianej literatury, powinien wiedzieć – o tym można uczyć. I tego uczą na dobrych kursach pisarskich. Rzemiosła. Rzemiosła, którego znajomość jest podstawą”. I ja się z Winiarskim zgadzam. Masz talent, to go szlifuj, nie masz go, a chcesz pisać, to tym bardziej się do nauki przyłóż. Jeśli piszesz, bo masz taką potrzebę, jak ja ze śpiewaniem, to nie biegnij i nie publikuj tego tylko dlatego, że jest taka możliwość.

Moim „ulubionym” argumentem w dyskusji o pisarstwie jest ten, że „każdy ma inny gust”. I nie dociera do delikwenta, że gust nie ma w tym przypadku nic do rzeczy. Nie jest ważne, czy lubię czytać o zupie, czy o morderstwie sąsiada spod trójki. Nie jest ważne, czy lubię literaturę lekką, miłą i przyjemną, czy może coś znacznie cięższego kalibru. Tak jak obraz powinien mieć odpowiednią perspektywę, jak budynek powinien być zaprojektowany według pewnych reguł, by się nie zawalił, tak tekst musi mieć odpowiednie podstawy. Żeby się nie rozjechał, żeby dało się to czytać, żeby wiadomo było, co czytamy. I nieważne o czym. Najpierw ma być dobry fundament i stabilne ściany. A jaki kolor tych ścian i co na nich powiesimy, to rzecz późniejsza i dopiero ona od gustu zależy.

Pisarstwo posiada zbiór narzędzi i technik, które są wykorzystywane mniej lub bardziej świadomie. I właśnie tych technik uczą w szkołach i na kursach pisarskich. Pokazują, jak rozmyślnie ich używać. Mamy naprawdę coraz szerszy wybór i każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać „nauka pisania”. Wyskoczą nam różne oferty, a także artykuły i książki o tej tematyce. I tak, w „Maszynie do pisania” Katarzyna Bonda twierdzi, że „zanim zostaniesz artystą, musisz być doskonałym rzemieślnikiem”. Oczywiście zdarzają się wyjątki i nie twierdzę, że właśnie ty nim nie jesteś. Możliwe, że masz to mityczne „coś”, ale tym bardziej warto tego nie zaprzepaścić i wciąż szkolić warsztat. To naprawdę nie musi być ból tworzenia. Gdy nauczymy się zasad, będziemy je wykorzystywać bezwiednie, tak jak prowadzimy samochód. Tak, pisze się sercem, emocjami. To potrzeba, która z nas wypływa, dlatego nie widzę problemu, by nadać temu odpowiednią formę i cieszyć się z reakcji czytelnika.

I otóż właśnie… Jest w tym wszystkim jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz. Szacunek dla czytelnika. Należy pamiętać, że jeśli chcemy publikować, to chcemy, by ktoś to przeczytał. A więc zadbajmy o tego czytelnika, dopieśćmy go, nie dawajmy mu byle czego. Proponuję zatem wiarę we własne możliwości, ale i pokorę, umiejętność słuchania rad, czytanie książek o pisarstwie, uczenie się na kursach i oczywiście pisanie, czytanie, poprawianie…

HANKA V. MODY