SZYMCZAK: Boska Kora

Fot. Marcin Oliva Soto. Katarzyna Chlebny w spektaklu “Kora. Boska” w Teatrze Studio.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio płakałam w teatrze. Nie przypominam sobie spektaklu, który tak mnie wzruszył, a jednocześnie rozbawił i sprawił, że znów sięgnęłam po płyty Maanamu. Ciekawe, czy oprócz mnie, ktoś także ukradkiem ocierał łzy, gdy tytułowa bohaterka opowiadała o swoim życiu. Ale nie tylko… Ciekawe, czy podobnie jak mi, zadrżało komuś serce, gdy inna bohaterka z rezygnacją wspomniała o wczesnym zamążpójściu i porodzie.

Ale zacznę od początku, a mianowicie od tego, że… trzeba mieć niesamowite szczęście, aby zdobyć bilet na spektakl “Kora. Boska” w reżyserii Katarzyny Chlebny. Już w 2021 roku, niedługo po premierze, rozpoczęła się zbiórka podpisów o wstrzymanie dotacji dla Teatru Nowego Proxima w Krakowie. A za co? Za obrażanie uczuć, tym razem – jak apel głosił – religijnych. Gdyby “Kora. Boska” podzieliła losy “Dziadów” z 1968 roku, doszłoby do kolejnego targnięcia na polską kulturę. Tymczasem niezamierzona reklama przeciwników spektaklu spowodowała długookresowy deficyt biletów wszędzie tam, gdzie jest on wystawiany.

Jakże ubogi byłby polski rock, gdyby na przełomie lat 70. i 80. zabrakło na scenie muzycznej debiutu Kory z zespołem Maanam. I jakże ubogi stał się polski rock po odejściu w 2018 roku Olgi Sipowicz, a pięć lat wcześniej Marka Jackowskiego. Kompozycje, które stworzyli, są ponadczasowe i wiecznie żywe. Wychowuje się na nich już trzecie pokolenie fanów polskiej muzyki rockowej. Nic dziwnego więc, że każdy (z nich – w domyśle fanów) chciałby choć raz zobaczyć i przeżyć “Korę. Boską”.

Spektakl rozpoczyna się optymistycznie, ale wiem, że to tylko pozory. Na scenie pojawia się Katarzyna Chlebny, grająca Korę w sposób żywiołowy, łudząco przypominając zmarłą artystkę. Zaczyna występ od utworu “Cykady na Cykladach”, a ja mam wrażenie, że uczestniczę w koncercie Maanamu. Jednocześnie wiem, że to radosne uniesienie nagle się skończy. Po słowach “W nocy gwiazdy spadają…” zapada martwa cisza, zmącona brzmieniem dzwonów i głosem, który oznajmia: “No, i umarła”. A ja, wstrzymując oddech, czekam na ciąg dalszy.

Widzę, jak w blasku reflektorów i w otoczeniu barokowej scenerii pełnej cherubinków na postumencie pojawiają się trzy Madonny, strzegące bram do tego, co jest dalej. Lecz, co jest dalej – nawet one nie wiedzą i nie potrafią odpowiedzieć Korze na to pytanie. Matki Boskie grane są przez mężczyzn, co niektórych może szokować, a innych fascynować. W rolę Matki Boskiej Częstochowskiej, symbolizującej pierwszą z cnót – wiarę, wciela się świetny Piotr Sieklucki. Reprezentuje polski, konserwatywny katolicyzm, polski system oraz polską politykę. Kiedy jestem niemal przekonana, że dla tej Maryi nie ma już ratunku, ta nagle zrzuca swoje ciemne, depresyjne szaty, wyrażając krzykiem i tańcem pragnienie zmian. Matkę Boską Fatimską – uosobienie nadziei – gra Paweł Rupala, znany jako drag queen – Papina McQueen. Jej nieposzlakowana czystość i dziecinna ufność sprawiają, że Kora wraca we wspomnieniach do czasów, kiedy była małą dziewczynką. Kiedy rozpaczliwie przywołuje swoją mamę oraz opowiada o krzywdach doznanych w domu dziecka, płaczę nad jej losem. Pomimo że znam historię Olgi Sipowicz, sugestywna gra pani Katarzyny Chlebny wywołuje we mnie drżenie serca. Występujący w stroju indiańskim Łukasz Błażejewski, wciela się w rolę barwnej i całkowicie wyluzowanej Matki Boskiej z Guadalupe, symbolizującej miłość. W tym przypadku owa miłość kojarzy mi się z uczuciem wolnym i wyzwolonym, propagowanym przez hippisów. Kora otrzymuje od Maryi zawiniątko z białym proszkiem, po zażyciu którego wpada w szaleńczy trans.

Maryjki proponują Korze, aby śpiewem (bo przecież w tym jest najlepsza) zjednała sobie Najwyższego i zaznała Jego łask. Nie brakuje więc w spektaklu utworów Maanamu, które publiczność nagradza gromkimi brawami. Każdy z nich niesie przesłanie. W “Krakowskim spleenie” widownia czeka “na wiatr, co rozgoni…” (wiadomo, co), zaś w “Kreonie” przeraża ją dom, w którym “brat bratu gardło podrzyna”. Lecz kiedy Kora woła: “Oddałam ci serce, oddałam ci ciało…”, Matka Boska Fatimska łapie się za głowę z przerażenia. Jest spięta, jak pewnie niejedna osoba na widowni. I dopiero przy słowach: “Mam tylko jedno skrzydło, to prawie tak jak anioł”, trzy Maryjki wzdychają z ulgą, bo Kora ma szansę na przekroczenie niebiańskich wrót. Nie ukrywam, że i mi kamień spada z serca. Przecież Kora była, jest i będzie boska!

Ten groteskowy Sąd Ostateczny zawiera istotny przekaz o miłości i nienawiści, o bólu i cierpieniu, smutkach i radościach. Jak niewiele potrzeba, by los człowieka zmienił się o 180 stopni i stał się inny niż sobie tego życzymy. Trudne życiowe niespodzianki spotykają przecież każdego z nas. Ów Sąd odbywa się obustronnie. Nie tylko Kora jest sądzona, ale również Matki Boskie, którym charyzmatyczna wokalistka oraz jurorka popularnego talk show daje “3 x TAK”. Zdały trudny egzamin jako kobiety i matki, więc przechodzą do finału. Kora zaś staje się dla Boskich Matek przykładem prawdziwej miłości, nadziei i wiary. W zupełności je rozumiem, bo i dla mnie Kora jest wzorem bojowniczki o prawa do godnego życia.

Sztukę “Kora. Boska” z chęcią obejrzałabym jeszcze raz albo i więcej… Ukazane w niej dramaty ludzkie są bolesne i niestety ponadczasowe. Tę ciężką atmosferę przełamuje fantastyczna muzyka, zarówno w tle, jak i w wykonanych przez artystów aranżacjach. Natomiast finałowy utwór grupy Akurat uświadamia mi potęgę słowa: “Kiedy z serca płyną słowa/ uderzają z wielką mocą/ krążą blisko wśród nas ot tak/ dając chętnym szczere złoto/ I dlatego lubię mówić z Tobą…”.

Nie wiem, jak to jest stać na scenie i widzieć zachwyt w oczach widzów, ale wydaje mi się, że owacje na stojąco są najlepszą nagrodą dla aktorów. Być może niektórzy wyszli ze spektaklu zbulwersowani, ale ja rozpamiętuję “Korę. Boską” z absolutnym entuzjazmem. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że miałam do czynienia z wartościową sztuką przez wielkie “S”. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że bierną postawą nie zmienimy świata na lepsze, a wręcz przeciwnie – doprowadzimy do upadku cnót. Nie tylko boskich.

IZABELA SZYMCZAK


Teatr Studio w Warszawie (Duża Scena im. Józefa Szajny) – “Kora. Boska”. Scenariusz i Reżyseria – Katarzyna Chlebny. Scenografia i kostiumy – Łukasz Błażejewski. Aranże – Paweł Harańczyk. Ruch sceniczny – Karol Miękina. Charakteryzacja – Artur Świetny. Występują: Katarzyna Chlebny, Piotr Sieklucki, Paweł Rupala, Łukasz Błażejewski.
Spektakl trwa: 100 minut (bez przerwy).